wtorek, 26 marca 2013

(Recenzja) Zesłańcy

Nie samymi nowościami komiksowymi człowiek żyje, niekiedy trzeba również poczytać starsze rzeczy. W jednym ze sklepów komiksowych można za niewielkie pieniądze kupić naprawdę wartościowe komiksy z lat 90-tych. Warto też o nich pisać. Może dzięki temu ktoś przypomni sobie o jakimś tytule znanym z dzieciństwa, a kogoś innego z kolei zachęci do zapoznania się ze starszymi tytułami.






Zaopatrując się ostatnio w Trupa i Sofę, wyszukałem komiks wydany w 1989 roku pt. Zesłańcy. Za jego scenariusz odpowiada Anna Banach, a rysunki powstały dzięki Jerzemu Wróblewskiemu. To drugie nazwisko jest znane chyba każdemu czytelnikowi komiksu w Polsce. To właśnie on odpowiada m.in. za serię Tajemnica Złotej Maczety, a przede wszystkim za Kapitana Żbika. Był to (zmarł w 1991 roku) artysta bardzo pracowity. Stworzył i opublikował ponad 60 komiksów co jest wynikiem niezwykłym jak na polskie warunki. Wiele z nich powstało na zamówienie ówczesnych „możnowładców”, ale sam nie angażował się politycznie, choć nie przepadał za władzą i ustrojem rodem z PRL.



W Zesłańcach pokazał on kilka epizodów z życia Maurycego Beniowskiego. Jest to postać mało znana i popularna w Polsce, co może dziwić tych, którzy zapoznali się głębiej z jego biografią. Ja sam dowiedziałem się o nim czytając jeden z numerów National Geographic Traveler. W artykule zamieszczonym w czasopiśmie Martyny Wojciechowskiej, skupiono się na pobycie Beniowskiego na Madagaskarze, gdzie miał za zadanie zorganizowanie kolonii. Wypełnił je perfekcyjnie co przyniosło mu sławę w całej Europie (głównie Francji), a także w Ameryce Południowej.


Zeszyt Wróblewskiego opowiada o wcześniejszych etapach życia Polaka. Zesłańcy latami "obejmują" okres od 1968 –  brał wtedy udział w konfederacji barskiej – do ok. 1771 roku, kiedy po wielu przygodach (m.in. uwięzienie na Kamczatce i zawiązanie spisku) wyruszył w podróż na opanowanej (wraz z współtowarzyszami zbrojnego powstania) korwecie „Św. Piotr i Św. Paweł”do Makao W tym czasie w życiu Beniowskiego wydarzyło się mnóstwo przygód i zmian. Poza wspomnianym wyżej uwięzieniem, m.in. ożenił się z Zuzanną Hensch. Te epizody narysował właśnie twórca Żbika



Zeszyt składa się z 50 stron, co nie jest liczbą – w moim przekonaniu – wystarczającą do pokazania tak barwnego i interesującego życia. W scenariuszu widać pewne niedociągnięcia i braki. Akcja dzieje się za szybko, pojawiają się bardzo duże przeskoki z jednego epizodu na drugi, co niekiedy nawet utrudnia odbiór i zrozumienie całości zeszytu. Ktoś, kto nie ma pojęcia o życiu Beniowskiego, może mieć problem z połapaniem się o co właściwie chodzi. Niestety będąc ograniczonym ilością miejsca, nie można rozbudować wielu wątków, a szkoda, bo pomysł na historię jest bardzo ciekawy, a samo życie bohatera mogłoby być gotowym scenariuszem do pasjonującej przygodowo – historycznej serii komiksowej.


Niedociągnięcia w fabule nadrabia jednak oprawa wizualna komiksu. Rysunki są efektowne i bardzo realistyczne, a największe wrażenie robią kadry, w których akcja dzieje się na zewnątrz budynków czy statków. Niektóre rysunki przypominają zminiaturyzowane obrazki, gotowe do powieszenia na ścianie. W pamięć zapadła mi – choć jest to epizod bardzo krótki – scena rozgrywająca się u wybrzeża Japonii. Jest tam jeden kadr, na którym widać charakterystyczny dla tego kraju dom stojący wokół drzew, a w oddali odpływający statek. Kadr minimalistyczny, ale robiący wrażenie. Wróblewski bardzo dobrze oddaje na swoich rysunkach ludzką fizjonomię. Choć postaci jest tu naprawdę dużo, licząc z tymi epizodycznymi, to są one bardzo różnorodne i nie ma problemu w odróżnieniu kolejnych bohaterów.



Zeszyt jest niezłą historią przygodową, a gdyby autorzy zdecydowali się rozbudować go nieco, czy nawet stworzyć jakąś serie byłby jeszcze ciekawszy. Tak niestety widać, że czegoś mu brakuje. Odnosi się wrażenie, że jest to historia wyrwana z kontekstu. Warto również napisać kilka słów o kwestiach technicznych. Jak już wspomniałem, zeszyt składa się z 50 stron, oprawionych w miękką okładkę. Co ciekawe kolory na kadrach pomimo tak dużego upływu lat, wciąż są bardzo wyraźne, a papier nie jest pożółkły. Swoją droga jest to papier naprawdę niezłej jakości. Specyficzne jest wypełnienie dymków dialogami. Litery są w nich wręcz ogromne w porównaniu do innych komiksów. Wygląda dość oryginalnie, ale zabieg taki spowodował, że tekst jest niezwykle czytelny. Ostatnia strona okładki to portret Beniowskiego i tekstowo przedstawiona historia jego życia. Polecam jej przeczytanie, co ułatwi odnalezienie się w komiksie i umiejscowienie narysowanej historii w ramy czasowe.


Według mnie jeśli ktoś lubi starszą formę komiksową, powinien się zainteresować się tym zeszytem, choćby po to, aby dowiedzieć się kim był Maurycy Beniowski. To taka druga – nieco ukryta – rola tego komiksu. Zapoznanie czytelników z nieznanym powszechnie bohaterem, który był i jest popularny za granicami własnej Ojczyzny. Ja bardzo lubię taki starszy styl rysowania, który przypomina obrazy malowane kredkami. Mają one coś w sobie, co mnie przyciąga do nich. Jeśli i Ty Drogi Czytelniku jesteś otwarty na tego typu rysunki to zachęcam do szperania w antykwariatach i szukania tego zeszytu. Zawarta w nim jest spora część historii polskiego komiksu, choćby w osobie rysownika.

Zesłańcy

Rysunek: Jerzy Wróblewski
Scenariusz: Anna Banach
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Rok wydania: 1989
Liczba stron: 50
Okładka: miękka
Nakład: 200 350

9 komentarzy:

  1. Mało znanej w Polsce? Co robiłeś na lekcjach języka polskiego? Juliusz Słowacki - Beniowski, lektura obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz edukację mam już za sobą baaardzo dawno. Przeczytałem chyba wszystkie lektury, ale tej nie przerabialiśmy - nawet jej zbytnio nie pamiętał, żeby taka była wtedy obowiązkowa.

      Druga strona jest taka, że fakt lektury nie świadczy o popularności postaci. Nie mówi się chyba o nim na co dzień, nie jest to zbyt popularna postać (chyba, że rzeczywiście mi coś umknęło). Nie mówię, że jest całkowicie anonimowa, ale "przeciętny Kowalski" nie będzie zbyt wiele o niej potrafił powiedzieć.

      Jeśli się mylę, to tym lepiej dla społeczeństwa, a ja się będę cieszył.

      Usuń
  2. Ciekawie napisane i ogólnie bardzo ok, że chce Ci się przypominać dawniejsze pozycje krajowych twórców. Ciekaw jestem czy miałeś okazje zapoznac się z serią "Polscy Podróżnicy" do której "Zesłańcy" zdawali się pasować jak ulał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowa.

      Wiesz, jeśli mnie pamięć nie zawodzi to w sklepie, w którym zaopatruje się w wydania starszych komiksów, był jeden zeszyt, także być może wkrótce będzie w mojej kolekcji, ale ręki sobie uciąć nie dam.

      Tak czy siak muszę rozejrzeć się za tą pozycją.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. A co do tego, że mi się chce... powiem więcej. Sprawia mi to ogromną frajdę wracanie do tych starszych komiksów i odkrywanie ich na nowo. Nieco zapomniane, ale wśród nich są perełki komiksowe. Trzeba tylko kopać i szukać:)

      Usuń
    3. Podaj jeśli możesz jakieś namiary na ten sklep, bo chciałbym kupić parę komiksów, które są obecnie ciężko dostępne.

      Usuń
    4. Nie wiem czy mogę, bo wykupisz wszystkie i ja nie będę miał :)

      Heh, a poważnie to w łódzkim Incalu można zaopatrzyć się w kilka starszych pozycji i ciekawych. Nie znajdziesz ich na stronie internetowej, bo to są rzeczy używane. Poukładane są na parapecie i można sobie szukać i wybierać. cena też jest bardzo przystępna ok 5zl za zeszyt. Niestety jest ich coraz mniej z każdą wizytą w tym sklepie, bo chyba nie są zapasy uzupełniane.
      Jeśli jednak będziesz w Łodzi, możesz się wybrać może coś ciekawego znajdziesz.
      Ostatnio była choćby "Tajemnica Złotej Maczety", "Wicek i Wacek" komiksy na podstawie opowiadań Erich von Däniken (bodajże) i Karola Maya i kilka innych. Ja w każdym bądź razie jeszcze bym znalazł parę sztuk.

      Usuń
  3. Oby tak dalej, bo skoro powstała książka o TM-Semic (a ponoć w produkcji jest już druga), a "Zeszyty Komiksowe" planują specjalny numer o latach 90 to dlaczego np. Twój zbiór tekstów nie miałby z czasem przeobrazić się w książke o polskim komiksie wcześniejszej dekady? Zapału Ci na pewno nie brak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo:)
      Dużo rzeki w Wiśle musi upłynąć zanim będzie się nadawał tekst na książkę, ale jest to świetny pomysł. Trzeba mieć jakiś plan i do czegoś dążyć. Moooże kiedyś :)

      Co do zapału to z pewnością nie braknie, czego jak czego, ale tego mam pod dostatkiem.

      Ewentualnych wydawców zapraszam do kontaktu, zanim stanę się sławną postacią, bo wtedy stawka wzrośnie heh - taki żart.

      Jeszcze raz dzięki za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie. Fajnie jest wiedzieć, że komuś się podoba to co robię.

      Usuń