sobota, 28 sierpnia 2021

(Recenzja) Akira Toriyama, Toyotarou - Dragon Ball Super #11 #12

Ależ nam ten Moro w świecie Dragon Balla zamieszał. Przez jego nalot na Ziemię i resztę wszechświata ekipa naszych bohaterów ma co robić a my, jako czytelnicy, mamy co czytać i oglądać. I dobrze, bardzo nawet dobrze, bo lektura jest zacna, przygoda świetna, a klimat „przeokrutnie fajny". Muszę – po tych dwunastu tomikach – przyznać, a w zasadzie podtrzymać, że Mistrz Toriyama i uczeń Toyotarou kolokwialnie rzecz ujmując, dają radę, a cała ta seria się rozwija i z tomiku na tomik jest coraz bardziej interesująca, zachowując jednocześnie klimat pierwowzoru. Aha, pamiętajcie, że można już kupować pierwszą serię Dragon Balla w kolorze!



Ostatnio miałem okazję zagłębić się w lekturze dwóch ostatnich odsłon, czyli części 11 i 12, i muszę przyznać, że działo się w nich doprawdy wiele. Swoją drogą, to seria „Super” to takie połączenie serii pierwszej z „Zetką”. Na początku mieliśmy okazje śledzić turniejowe zmagania, a teraz przyszło nam obserwować jak Kakarot i spółka muszą ratować świat przed „tym” złym. Seria ewoluuje i to bez trudu można odczuć i cieszyć się z tego. Co więc – tak mocno pokrótce – zobaczycie w tych dwóch tomikach? Mnóstwo walki, bo przecież w najlepsze będzie trwał pojedynek z Moro oraz jego przydupasami, mnóstwo akcji w tym wspomnianych pojedynków czy prowadzonych treningów, dramaturgię i zwroty akcji jak, choćby ten podczas sceny w pewnym galaktycznym więzieniu, czy w końcu powrót starych bohaterów (przynajmniej część z nich mocno was zaskoczy) i pojawienie się całej palety nowych. I to ostatnie będzie nie lada gratką, gdyż zdecydowana większość z nich naprawdę jest wyrazista, mocna i ma genialne umiejętności bitewne. To sprawi, że nie tylko Vegeta i Kakarot, ale też inni będą musieli się sprężyć, aby dać sobie radę, czy wręcz przeżyć.


Kurde, dwa ostatnie tomiki dały mnóstwo frajdy z lektury. Scenariusz jest naprawdę elegancko zaplanowany i wykreowany. Napisać, że nie ma tu nudy to jakby nie napisać nic. DB od zawsze słynął z tego, że był przepełniony dynamiką i walkami i nic tego nie zmieni. Tutaj jeszcze jednak warto zauważyć – widać to w tych dwóch tomikach bardzo – że całość jest dobrze skonstruowana i opiera się na historii, a nie samych pojedynkach. Toriyama bez trudu podtrzymuje napięcie ciągłymi zwrotami sytuacji i oddalaniem w czasie nieuchronnego. Czas ten jednak nie jest zmarnowany, gdyż zaplanował on dla naszej ferajny np. treningi czy niezłe zagadki dla czytelnika. Cóż, bez zdradzania fabuły ciężko o tym pisać, ale bądźcie pewni, że nie oderwiecie się od lektury. Zresztą przyjemnością jest śledzenie nie tylko walki z Moro, ale też starań Vegetty, aby stać się silniejszy niż jego odwieczny rywal/przyjaciel Kakarot. Vegeta wyrasta w tej serii na głównego i najbardziej lubianego bohatera, szczególnie przeciwstawiając go z nieco naiwnym Goku. Te wyostrzone przez autora różnice tylko nadają obydwu głębi a całej opowieści charakteru.

Cała historia zmierza ku wielkiemu finałowi, który – jestem przekonany – będzie spektakularny. Zanim jednak do tego dojdzie, możemy cieszyć oczy wyborną ucztą w świecie DB. Nie tylko pomysłowa i pełna energii i pasji fabuła, ale i przyjemne i coraz lepsze rysunki Toyotarou przyciągną was na czas lektury do mangowych tomików. Co ważne - w tych dwóch odsłonach znów możemy poczuć ten staroszkolny klimat i ducha kochanego przez miliony Dragon Balla. Zdecydowanie dwa najnowsze tomiki serii „Super” są właśnie super, będąc chyba do tej pory najlepszymi. Cała galeria postaci, która się przez nie przewinęła, nie daje przejść obok siebie obojętnie, a pomysł scenarzysty na prowadzenia akcji tylko zwiększa naszą ciekawość na poznanie dalszego rozwoju wypadków. Nie wiem jak wy, ale ja czekam na następne części. Jeśli jeszcze nie czytacie, to uwierzcie mi, że warto jak najszybciej nadrobić.

Dragon Ball Super #11 #12

Scenariusz: Akira Toriyama
Rysunki: Toyotarou
Wydawnictwo: J.P.F


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz