środa, 19 kwietnia 2017

(Recenzja) Fairy Tail #1, #2

Zastanawialiście się kiedyś może, co mogłoby powstać z połączenia trzech tak różnych od siebie mang, jak „Slayers”, „Full Metal Alchemist” i „Cowboy Bebop”? Nie? To wam podpowiem. Powstałoby wówczas „Fairy Tail”. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie po lekturze dwóch pierwszych tomów nieskończonej jeszcze w Japonii serii.







Powstająca od 2006 roku w Kraju Kwitnącej Wiśni seria trafiła na rodzimy rynek dokładnie dziesięć lat później. Studio JG, które jest odpowiedzialne za krajowe wydanie, pokusiło się dotychczas o osiem z trzydziestu części, więc nadal jest trochę do nadrobienia. Twórcą tego tytułu jest pochodzący z Nagano Hiro Mashima, który od najmłodszych lat fascynował się działalnością ojca „Dragon Balla” Akiry Toriyamy. Czytając serię, za którą był zresztą nagradzany w różnego rodzaju konkursach (m.in. nagroda wydawnictwa Kodansha), nie trudno jest tę fascynację odnaleźć. Sam pomysł na odcinkową historię zrodził się po tym, gdy w 2006 roku opublikował on w magazynie „Shonen Magazine” tzw. one shot właśnie pod tym tytułem. Po tym wydarzeniu ruszyła cała lawina zdarzeń. Fabuła została nieznacznie zmieniona i można było przystąpić do działania. Jak wspomina sam Mashima, od samego początku scenariusz bazował w dużej mierze na improwizacji. Mangaka nie rozpisał sobie zdarzeń, które mają toczyć się po sobie i każdą z historii tworzył niejako na żywo. Było to chyba o tyle łatwiejsze, iż wykreowany przez niego świat i bohaterowie pozwalają na swobodę w działaniu.



„Fairy Tail” opowiada o losach grupki nastoletnich magów (tzw. gildii), którzy tworzą drużynę i przyjmując najróżniejsze zlecenia, zarabiają w taki sposób na życie. Nie jest to jednak ekipa do końca standardowa. Główny bohater nie jest w stanie poruszać się środkami lokomocji, gdyż od razu zaczyna chorować. Cała ferajna natomiast średnio dba o otoczenie, nie przejmując się powstałymi przez nich zniszczeniami, za co spada na nich krytyka. Fabuła dwóch pierwszych tomów skupia się na dołączeniu do grupy początkującej i aspirującej do miana maga 17-letniej Lucy, a także na pierwszych zleceniach, które wykonuje ona z resztą grupy. Pierwszym z nich jest np. spalenie... książki. Powiecie, że nic spektakularnego? Po lekturze mangi zmienicie zdanie.

Mimo że powyższy opis nie przedstawia może jakiś specjalnie widowiskowych zdarzeń i na pierwszy rzut oka może wydawać się, że nie jest to tytuł ciekawy i udany, to śpieszę z wyjaśnieniem, że absolutnie tak nie jest. „Fairy Tail” to shounen pełną gębą i pomimo moich początkowych obaw czy odnajdę się w świecie tych nastoletnich magów, to po dwóch tomach bez dwóch zdań mogę powiedzieć, że tak, odnalazłem się i – co więcej – naprawdę świetnie się przy tym bawiłem. Czytelnik znajdzie tu od groma dynamicznej akcji i magicznych pojedynków, świetny pomysł na ukazanie wykorzystywanej magii, a wszystko to podane jest w bardzo lekkiej i niezwykle znośnej konwencji. Jak już wspomniałem, wykorzystanie patentu z łapaniem zleceń, daje autorowi możliwość stworzenia praktycznie nieskończonej ilości rozdziału, ponieważ ogranicza go tylko jego wyobraźnia. To oczywiście wiąże się z ryzykiem, że po jakimś czasie rozdziały staną się nieco nudne i wtórne, ale na razie dostajemy powiew świeżości. Warto byłoby jednak, aby gdzieś tam w tle pojawiła się nić łącząca poszczególne rozdziały w jakąś większą całość, gdyż jak na razie jest to trochę tak, że każda historia tworzy zamkniętą całość. Coś takiego jak właśnie wspomniany już wcześniej „Cowboy Bebop”. Wskazałem też na wstępie podobieństwo do „FMA” - mam tu na myśli wykorzystanie magii i trochę podobieństwo bohaterów, którzy są doprawdy mocnym punktem tej serii. Są oni bardzo wyraziści i przy tym ciekawi. Często jest to połączenie wody z ogniem, które daje w konsekwencji niezłe efekty i dużo humoru, którym tytuł ten jest przepełniony. Właśnie ten humor i lekki klimat przywodzi z kolei na myśl „Slayersów”. Nie spodziewajcie się po „Fairy Tail” ogromnej powagi. Tutaj raczej wszystko jest lekkie, podane w humorystyczny sposób i bardzo dynamiczne. Tyczy się to zarówno warstwy scenariuszowej, jak i graficznej.



Rysunkowo Mashima również postawił wszystko na jedną kartę, wykorzystując wszystkie te elementy, które znajdują się w rasowym shounenie, doprawiając go szczyptą tzw. fan service'u. Czytelnicy lubiący tego typu kadry, będą zachwyceni pozami przybieranymi przez piękną Lucy, ubraną w jej kusą sukienką z ogromnym dekoltem. I pamiętając, że przecież jest to tytuł dla młodzieży, trzeba wspomnieć o tym, że jak na razie Japończyk nie przekracza w tym granicy dobrego smaku. „Fairy Tail” jest narysowane nad wyraz dynamicznie. Na kadrach dzieje się bardzo dużo włącznie z częstymi ogromnymi onomatopejami. Musi jednak tak być, aby rysunki nadążyły za scenariuszem. Nie brakuje tu również dużej ilości SD i najbardziej niewyobrażalnych min. Przy tym jednak jest to tytuł, który jest narysowany całkiem sprawnie. Szczególnie tła mogą się podobać. Postacie damskie również, choć na swój wiek to one nie wyglądają. Tak czy inaczej, seria ta od samego początku przyciąga wzrok.

Co więc mną tak wstrząsnęło, że dałem się tak wciągnąć? Świetny klimat całej historii i ogromna dynamika rozgrywających się zdarzeń. Człowiek ani się obejrzy, a już wpada w wir kolejnych wydarzeń. Dzieje się tu naprawdę dużo i po cichu liczę, że w kolejnych odsłonach oprócz rozpracowywania pojedynczych zleceń, w scenariuszu pojawi się również jakaś większa sprawa. Dialogi, dawka rozrywki i przepełnione strony dowcipem sprawiają, że nie sposób się przy tej serii na chwilę obecną nudzić. Bez dwóch zdań jest to manga, którą lubiący akcję faceci powinni się zainteresować. Ja z niecierpliwością czekam, aż nadrobię zaległości.

Fairy Tail tom 1 i 2

Scenariusz: Hiro Mashima
Rysunki: Hiro Mashima
Wydawnictwo: Studio JG
Seria:Fairy Tail
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
ISBN-13:9788380011182
Data wydania: 2016 r.
Cena: 19,90 zł
Tekst opublikowano pierwotnie na portalu paradoks.net.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz