środa, 30 grudnia 2015

(Kilka słów na temat...) O "Souichi" i poprzednich mangach Ito słów kilka

Od czasów pierwszej mangi Junji Ito, zatytułowanej „Uzumaki – Spirala” jestem zafascynowany mangami tworzonymi przez tego autora. Im jednak więcej tytułów dostępnych na rynku, tym lepiej jego twórczość jest znana a co za tym idzie zdanie na ten temat staje się bardziej wyrobione. Czy z perspektywy czasu i przeczytanych kolejnych mang, nadal można go traktować jako „boga komiksu grozy”?







Przyczynkiem do rozważań była dla mnie wydana w ramach kolekcji J.P.F-u „Kolekcja horrorów Junji Ito” manga „Souichi i jego głupie klątwy”. Zamiast recenzji sensu stricto, kilka słów podsumowania dotychczasowych dokonań autora. Osoby czekające na opinię odnośnie „Soichiego” mogą być jednak spokojne, gdyż i to się w tekście pojawi.

Urodzony w 1963 roku mangaka, co ciekawe, jest z zawodu dentystą... Po lekturze jego twórczości nie byłbym przekonany czy zasiąść na jego fotelu dentystycznym. Wizje, którymi karmi on głowy czytelników z pewnością nie należą do specjalnie normalnych. Wszystko zaczęło się od „Spirali”, w której to Ito zaprezentował w genialny sposób, którego nie da się zapomnieć nawet po latach, to jak tytułowy motyw, może oddziaływać na ludzką psychikę. Autor a wraz z nim i czytelnicy zakręcone wzory widzieli dosłownie wszędzie, ale to tylko pół biedy... Najgorsze było to, że spirale te doprowadzały nie tylko do szaleństwa, ale i zgonów w najbardziej absurdalne sposoby. Możecie się śmiać, lecz do dziś siedzi mi gdzieś z tyłu głowy ten motyw i odzywa w najróżniejszych momentach. „Uzumaki” według mnie w dużej mierze zdefiniowało tego autora na krajowym rynku. Bardzo pochlebne opinie docierały z rożnych źródeł i stron, a J.P.F. postanowiło iść za ciosem i kontynuować tę passę.



W następnej kolejności dostawaliśmy „Gyo”, „Black Paradox”, „Reminę” czy dwie części „Tomie”. Wszystkie je łączyło kilka wspólnych elementów, choć jakościowo dało się jednak odczuć delikatne różnicę. Do poziomu „Spirali” ciężko było dorównać, natomiast drugi tom „Tomie” był tego bliski. Wyrobiona już w dużej mierze kreska autora w połączeniu z kolejną dawką „chorych” pomysłów, dała bardzo udany efekt końcowy. Groza, gęsty klimat, obrzydzenie, masakra... elementy, które nieodłącznie towarzyszą tytułom Ito, stały się jego znakiem firmowym. Doprawdy nie raz i nie dwa główkowałem już nad tym, skąd ten człowiek bierze takie pomysły i skąd w nim tyle odwagi, żeby je ukazywać w swoich komiksach? Silnym punktem jego mang są scenariusze, które w zdecydowanej większości są przemyślane i wciągające. Często też jednak wydają się to być wizje niemalże narkotyczne. Tak ciężko uwierzyć, że można takie rozwiązania wymyślić „na trzeźwo”. Dla jednych to plus, ale są też tacy, którzy właśnie z tego względu mangi Ito omijają z daleka. Nie każdy, bowiem jest w stanie przetrawić taką dawkę psychodeliki w połączeniu z ogromną dawką brutalności, serwowanej przez Japończyka.

O klasie autora może najlepiej zaświadczyć fakt, że o najsłabszym - moim zdaniem - tytule „Black Paradox” napisałem w swojej recenzji tak:

Najnowsze dzieło Ito jest bardzo udaną lekturą, w której brakuje mi osobiście ostrzejszego klimatu, znanego z poprzednich jego prac. Paradoksalnie to może przynieść korzyści w sprzedaży, gdyż po poprzednich dwóch komiksach pojawiły się głosy, że twórczość mangaki jest ciężka do przetrawienia. Tutaj jest o wiele spokojniej, co daje możliwość sięgnięcia po ten tytuł również innym (tym nieco mniej odpornym) czytelnikom komiksów. Trzeba jednak pamiętać, że do w dalszym ciągu jest Junji Ito więc ostrzejsze momenty są i to wcale nie tak rzadko.  

Ok przyznaję, że mangi Ito nie są dla każdego. Kwestia scenariusza i wizji autora to jedno, a drugie to to, że miłośników, w szczególności komiksów europejskich czy amerykańskich, może nieco drażnić kreska autora. Według mnie dobra i z charakterem pasującym do tworzonych historii, ale też nieprawdopodobnie jednorodna tj. bohaterowie każdego komiksu wyglądają jak własne kopie. Sięgając po jeden tytuł, widzimy czego spodziewać się po innych. Mi to osobiście nie do końca przeszkadza, gdyż kreska Ito jest po prostu dobra więc można ją oglądać w kółko.



Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. To ten element decyduje o tym, że do jego mang naprawdę warto zaglądać stąd też z ogromnym zainteresowaniem i zniecierpliwieniem „rzuciłem” się na najnowszą dawkę jego twórczości. Czy się zawiodłem? Oczywiście, że nie. Znów jest to „stary, dobry Ito”, co dla jednych może być zaletą a innych wadą. Warto jednak skupić się też na drobnych elementach, które różnią poszczególne tytuły. Podczas, gdy w takiej „Reminie” dostajemy bardzo mroczny klimat, w „Black Paradox” pewną dawkę spokoju i lżejszej historii tak w najnowszym komiksie poza tradycyjną dawką grozy jest też nieco humoru.

Tytułowa postać najnowszej mangi Ito wnosi do niej sporo akcentów humorystycznych. Miny i zachowanie Souchiego wielokrotnie powodują uśmiech na twarzy, jednak w dalszym ciągu jest to komiks grozy. Souichi nie ma za zadanie bawić, jego celem jest rzucanie klątw na tych, którzy w jakikolwiek sposób mu podpadną. Prowadzi to niekiedy do sytuacji z pogranicza groteski, jak choćby w rozdziale, w którym kolejni nauczyciele stają się kukłami atakującymi uczniów.

Jak zawsze można też liczyć na przełamywanie pewnego rodzaju tematów tabu przez Ito. Najmocniejszym w mojej opinii rozdziałem jest ten, który traktuje o dziadku bohatera. Ito nie poprzestaje na "zwykłym" uśmierceniu członka rodziny, ale idzie dalej i buduje klimat na obrządku pochówku, który sam w sobie jest przecież jednym z najbardziej osobistych i najdramatyczniejszych elementów życia. Dla Japończyka jednak nie ma świętości.



„Souchi” to zbiór luźnych historii, które momentami zazębiają się ze sobą i są zespolone poprzez niektóre z postaci. Mimo tego, że poszczególne rozdziały, podobnie jak w „Tomie” są zbliżone konstrukcją to jednak w żaden sposób nie odczuwamy znudzenia. Souchi ma głowę pełną pomysłów więc każdy kolejny rozdział jest dla nas wyprawą pełną grozy i groteski zarazem. Ito znów daje się poznać jako autor, który lubi przejaskrawienia i pokazuje to nie tylko w scenariuszu, ale również w rysunkach. Przesadnie wychudzone czy pokraczne postacie zapadają w pamięć - to pewne.

„Souchi i jego głupie klątwy” jest więc kolejną, w portfolio autora, mangą, którą czyta się z ogromną przyjemnością. Choć Ito nie przejmuje się tym, aby szczególnie przybliżyć kolejnych bohaterów czy dać lepiej poznać to jednak przejmujemy się ich losami. Autor skupia się na tym co najważniejsze w tego typu tytułach, czyli klimacie i budowaniu napięcia, dzięki czemu wciąga nas w swój świat. Robi on to w tak wyborny sposób, że nawet najbardziej absurdalne pomysły, wydają się nam bardzo prawdopodobne.



Siłą rzeczy, kolejne mangi będą przeze mnie porównywane do „Spirali”. Tak jest też tym razem i znów mogę z czystym sumieniem napisać, że od debiutu na krajowym rynku nie jest to tytuł lepszy, ale mimo wszystko można go spokojnie polecić. Nieco lżejszy niż inne, bo doprawiony szczyptą humoru, z jeszcze większą niż zawszę dawką groteski czy wręcz absurdu, zastępującego brutalność może być dobrym pomysłem dla czytelników, których wymienione elementy odstraszały od poprzednich jego komiksów.

Podsumowując można ze spokojem napisać, że jest to dobry Ito ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Mi tego typu mangi nie znudzą się chyba nigdy a jak jest z Wami?

Souichi i jego głupie klątwy

Scenariusz: Junji Ito
Rysunek: Junji Ito
Wydawnictwo: JPF - Japonica Polonica Fantastica
Format: A5
Oprawa: miękka w obwolucie
Papier: offset
Druk: cz.-b.
ISBN: 9788374714235
Wydanie: I
Data wydania: październik 2015


5 komentarzy:

  1. Wiesz, że ja kocham Ito i jestem w stanie wybaczyć mu wiele ;). Dlatego też pomimo lekkiego rozczarowania "Souichim", moja miłość nie osłabła. Nie znałam tej mangi wcześniej ale z samą postacią Souichiego spotkałam się w jakimś innym opowiadaniu tego autora.

    Manga jest dość nierówna. Cztery pierwsze rozdziały zwyczajnie mnie wynudziły:/. Aczkolwiek za najnudniejszy uważam "Souichi i Jego Głupie Klątwy" (rozdział). Na szczęście pozostałe są o wiele ciekawsze. Rozbroiła mnie goła kukła w "Szmacianym Nauczycielu" :P, a podczas lektury "Pokoju o Poczwórnych Ścianach" można poczuć się nieswojo (pomimo, że nie mam klaustrofobii). No i przeszkadzało mi to, że rodzina Souichiego traktowała go jak zwykłego dziwaka podczas gdy dzieciak ewidentnie miał zaburzenia i wypadałoby go przebadać (albo wezwać egzorcystę ;)). Ja mieszkając z kimś takim bałabym się poruszać po własnym domu :P.

    To solidna robota, jest tu parę ciekawych pomysłów ale zdecydowanie nie będzie to moja ulubiona pozycja w kolekcji Ito. Bardziej traktuję ją jako horror komediowy niż coś, co ma mnie przestraszyć.

    Zakończenie otwarte ale tutaj mi to nie przeszkadza. Jak wspominałam, Souichi pojawia się jeszcze w twórczości Ito. Pamiętam, że gdzieś widziałam dorosłego Souichiego, który ukrywał się przed żoną :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaak "Pokój o Poczwórnych Ścianach" jest rozdziałem świetnym, aż dziw, że zapomniałem o nim wspomnieć.

    Zwróciłem też uwagę podobnie jak ninna, że traktowanie Soichiego jako dziwaka jest mało prawdopodobne, większość z nas inaczej podeszłaby zapewne do sprawy będąc w podobnej sytuacji, ale cóż, mangi Ito charakteryzują się tym, że ich autor potrafi naginać rzeczywistość, aby całość wypadała lepiej. Taki już jego urok.

    I choć nie będzie to manga lepsza od "Spirali" i nie będzie to ulubiona pozycja tego mangaki, to jednak warto do niej zajrzeć i myślę, że z tym ninna się zgodzi.

    http://jaroslawd.blogspot.com/2016/01/errata-errata-czytelniczki-do-recenzji.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietna recenzja! O niebo lepsza niz ten szczyt kretynizmu na tanuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      O konkurencji się nie wypowiadam, ale z ciekawości przeczytałem wspomnianą recenzję. Cóż, zdanie rzeczywiście dość znacząco różni się od mojego. Daleki jednak jestem od określenia "kretynizm".
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Moze zbyt brutalnie sie wyslowilem, ale czytajac niektore recenzje zastanawiam sie czy recenzent w ogole rozumial co czytal? :P

      W kazdym razie, mam wrazenie ze Souchi jest w duzej ilosci wybryk Ito z jego mlodosci. Taki nicpon ktory bawi bardziej niz straszy, kims czym Ito moze chcial byc jako brzdac. Wiecej tu humoru (szczegolnie po elektrowstrzasach kota) niz grozy i makabry!

      Usuń