niedziela, 13 grudnia 2015

(Recenzja) Jason Aaron, John Cassaday - Star Was: Skywalker atakuje!

Już tylko dni pozostały do premiery VII epizodu „Gwiezdnych Wojen”, na którą czekają fani na całym świecie. Czas ten to doskonała okazja aby przypomnieć sobie całą dotychczasową sagę, ale też zajrzeć do wydawnictw ukazujących się na rynku obecnie. Korzystając z fali popularności, w sklepach pod dostatkiem jest różnego rodzaju rzeczy związanych z produkcją Lucasa. Poza książkami jest też „Star Wars Komiks”, które ukazuje się u nas nakładem Egmontu.






„Star Wars Komiks” to dwumiesięcznik, w którym publikowane są komiksy ukazujące się w Stanach dzięki komiksowemu gigantowi – wydawnictwu Marvel. Pierwszy numer magazynu nosi podtytuł „Skywalker atakuje!” i zbiera on w sobie pierwszych sześć zeszytów, które ukazały się w za oceanem, jako główna seria „Star Wars”. Ważne jest też to, że jest to w miarę zamknięta opowieść, nad którą pracowały znane w środowisku nazwiska. Autorem scenariusza jest, bowiem Jason Aaron mający na swoim koncie m.in. prace nad X-Menami czy Wolverinem, a za oprawę graficzną odpowiada John Cassaday, autor rysunków do cyklu „Planetary” i trzykrotny laureat nagrody Eisnera. Nazwiska te zapowiadały, że tytuł będzie komiksową ucztą, ale czy oczekiwania zostały spełnione?

Według mnie tak choć nie do końca. Jest to komiks, który czyta się z zapartym tchem to na pewno, ale nie jest pozbawiony drobnych wad, o których później.



Akcja „Skywalker atakuje!” dzieje się zaraz po zniszczeniu przez Rebeliantów Gwiazdy Śmierci. Imperium po przegranej batalii zwiera swoje szyki, nie zamierzając się poddać. W takiej sytuacji Luke z całą ferajną, trafia na Cymoon I, gdzie mają odbyć się negocjacje, które bardzo szybko zamieniają się w jatkę. Obydwie strony mają całkowicie inne zamiary względem tego spotkania, a w całość miesza się jeszcze Vader, co zwiastuje spore kłopoty.

Tak jest w rzeczywistości, przez co komiks po brzegi wypełniony jest akcją. Już dawno nie czytałem historii tak napakowanej dynamiką. Scenarzysta nawet przez moment nie daje nam odpocząć, ukazując kolejne bitwy, pojedynki, ale i poszczególnych znanych z filmów, bohaterów. Z jednej strony sprawia to, że nie sposób się przy lekturze nudzić, natomiast z drugiej wprowadza czytelnika też w pewną pułapkę. Cały scenariusz, na który był pomysł, schodzi nieco na drugi plan, a na czoło wysuwa się właśnie ta dynamika. Czytelnikowi ciężko skupić swoją uwagę na smaczkach fabularnych, na przenikających się wzajemnie wątkach czy nawet naprawdę ważnych momentach (nie będę zdradzał o jakie chodzi, aby nie psuć wam zabawy), gdy dookoła dzieje się tak wiele.

Według mnie błędem scenarzysty było to, że chciał w sumie niezbyt długim komiksie, zgromadzić jak najwięcej wszystkiego: bohaterów, pojedynków, dynamiki. Wyszło bogato to fakt, ale pytanie czy nieco nie za bogato? W bardzo dużym uproszczeniu mamy tu do czynienia z komiksem „barokowym”, gdzie wszędzie jest wszystkiego pod dostatkiem co powoduje przesyt. Powszechnie wiadomo, że i nadmiar szkodzi co da się odczuć podczas lektury komiksu. Ja osobiście najbardziej żałuję, że tak bardzo wyeksploatowano już teraz postać Vadera. Zdaje sobie sprawę, że tak jak Joker w „Batmanie” tak on w „Star Wars” przyciąga uwagę, ale w klasycznej trylogii Lord Vader był dla mnie taką „wisienką na torcie”. Każde jego ukazanie się na ekranie, powodowało szybsze bicie serca i zwiększone zainteresowanie, natomiast w komiksie marvelowskim autorzy wciskają go niemalże w każdą akcję. Vader w taki sposób „powszechnieje”, co można zresztą napisać nie tylko o nim. Podobna sytuacja ma miejsce w wypadku łowcy nagród Boba Fett, który wcale nie musiał się pojawiać, a jednak został do całej rzeszy bohaterów dołączony.



Co ciekawe autorzy, w jakiś sposób starają się też kreować świat „Gwiezdnych Wojen”. W historii pojawia się tajemnicza postać, która okazuje się być bardzo blisko związana z Hanem Solo. Jest też odniesienie do momentu gdy Vader poznaje tożsamość Luke'a. Takich elementów, jak na krótki komiks, jest tu dość dużo.

Pochwalić należy natomiast pracę wykonaną przez autora rysunków. Przyznaje szczerze, że przed lekturą miałem pewne obawy, które jednak okazały się niesłuszne. Cassaday odnalazł się doskonale w tak dynamicznym scenariusz, a dla czytelnika prawdziwą gratką jest oglądać tak dobrze odwzorowane postacie znane z klasycznej trylogii. W tym elemencie autorzy zgrali się wyjątkowo dobrze. Poziom odwzorowania postaci może zachwycić i jest to zasługą zarówno rysownika jak i Aarona, który wydobył z bohaterów te cechy, które poznaliśmy w filmach. Na szczególne wyróżnienie zasługuje praca nad nieco gapowatym C3PO. Wygląda to naprawdę dobrze, przez co wybaczyć mu można drobne wpadki przy ukazywaniu mimiki twarzy, jak wówczas, gdy Solo wyprowadza cios w szczękę z kompletnie do sytuacji nie pasującą miną. Poza tym ciężko jest się tu do czegoś przyczepić.

Czy jest to więc komiks, który z czystym sumieniem można polecić? Myślę, że tak. Fani serii powinni być zadowoleni, ale i ci, którzy nie mają wiele wspólnego z sagą mogą się w całej opowieści odnaleźć. Bardzo dużo akcji, ogromny dynamizm i generalnie dobrze prowadzona historia powoduje, że jest to po prostu świetny komiks akcji. Ja osobiście już dawno nie czytałem żadnej historii z takim zainteresowaniem.



Na sam koniec jeszcze kilka kwestii technicznych. W wydaniu z Egmontu, poza samą historią dostaniemy kilka dodatków w postaci okładek wykorzystanych w amerykańskich zeszytówkach, kalendarium, czy dwa artykuły traktujące o sadze „Star Wars”. 148 stron, za 19,99 to naprawdę wydatek, który warto ponieść.

Star Wars: Skywalker atakuje!

Scenariusz: Jason Aaron
Rysunek: John Cassaday
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont
Wydanie I: 9/2015
Liczba stron: 148
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Cena z okładki: 19,99 zł


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza