wtorek, 12 lipca 2022

(Recenzja) Kentarou Miura - Berserk 32 - 34

Choć Kentarou Miura zmarł jakiś czas temu to jego dziecko i dziedzictwo przeżyło. Oto bowiem całkiem niedawno współpracownicy kultowego mangaki ogłosili, że posiłkując się zostawionymi materiałami i rozmowami z Mistrzem, będą kontynuować pracę nad „Berserkiem”, więc w pewien sposób Guts po raz kolejny oszukał kostuchę i wywinął się śmierci. Oby z korzyścią dla fanów i czytelników, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy uczniom uda się zachować dotychczasowy poziom.




Szczególnie duże obawy o ten poziom można mieć czytając tomy 32-34, a w nich „Sagę Sokoła tysiącletniego Imperium”. Ciągnąca się i kontynuowana na przestrzeni (i niezakończona jeszcze) tych tomów saga to jedno z najlepszych momentów, które przytrafiły się czytelnikom w dotychczasowej lekturze tej nieśmiertelnej serii. Rzekłbym wręcz, że jest to kwintesencja „Berserka” i Miura będący w swojej najlepszej formie. To mroczne fantasy w swoim najlepszym obliczu, to także manga pełna akcji, niesamowitego, a zarazem ciężkiego klimatu, ale też chwil, w których autor zwalnia, dając nam poznać choćby drugą tą bardziej ludzką twarz szermierza Gutsa. Przeczytałem te trzy tomy jeden po drugim i zachwyt to jest to, co pozostaje jeszcze długo po lekturze.


Zaczyna się mocno, a więc od kolejnego genialnego pojedynku w wykonaniu Gutsa. Później dzieje się jeszcze więcej, sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a ogromną rolę w całości przedstawionych na przestrzeni tych trzech tomów odegra wracający w blasku chwały Griffith ze swoją odrodzoną Drużyną Sokoła. Nie będę zdradzał dalszej fabuły, ale uwierzcie, że czeka was imponująca saga, w której ludzki świat będzie mieszał się z boskim i demonicznym, w którym będziecie obserwować mnóstwo bezwzględnych pojedynków, najdziwniejsze stwory, jakie tylko sobie możecie wyobrazić, ale też staniecie przed okazją uczestnictwa w morskiej bitwie statków. Czego tu nie ma…


Każdy z tych elementów jest jednak doskonale przemyślany, tworząc wspólnie niezwykle spójną i dramatyczną sagę. Czy nietypową? W pewnym sensie tak, gdyż chyba na przestrzeni tych 34 tomów nie mieliśmy okazji do śledzenia przygód bohaterów choćby na morzu i to w takim wydaniu. Nietypowe jest też być może to, że Miura sporo uwagi poświęca też masowym bitwom armii, a nie tylko potyczkom pojedynczych bohaterów. Z drugiej jednak strony to nadal ten sam niezwykle mroczny i bezwzględny „Berserk”, w którym trup ściele się gęsto, kolejne plansze wypełnione są całostronicowymi kadrami przedstawiającymi niewiarygodne stwory i demony. Więc jest nieco inaczej, ale nadal z tym, za co pokochaliśmy „Berserka”.


Warto też zwrócić uwagę, że w opisywanych trzech tomach to nie Guts jest najważniejszą postacią, tą jest wspomniany wcześniej Griffith i jego armia, którzy fabularnie spychają nieco szermierza na drugi plan. Ten dzięki temu dostaje szansę na pokazanie ludzkiego oblicza i zaciśnięcia relacji – chyba po raz pierwszy tak dosadnie opisanej – z Cascą. Cascą, która przeszła niesamowitą przemianę na przestrzeni poprzednich tomów, a teraz walczy z ograniczeniami, które ją dotknęły. Jak więc widać w przerwach między obserwowaniem boskich planów i walki dobra ze złem, jest też czas na takie elementy. Świetny był moment, w którym Miura zwalnia i daje spojrzeć z innej perspektywy na toczone wydarzenia, umieszczając bohaterów na statku płynącym do wyznaczonego miejsca.


Swoją drogą ciekawy jest też tom 34, w którym to tomie dzieją się naprawdę niesamowite rzeczy, gdzie demony walczą z boskimi wysłannikami i gdzie dramaturgia sięga zenitu. W tomie tym Miura ogranicza słowa do minimum, większość opowiadając nam fantastycznymi obrazami, które budują napięcie i projektują nam w głowie fabułę w iście filmowym stylu. Zresztą „Berserk” przyzwyczaił nas do tego, że rysunki stoją w nim na najwyższym poziomie (duża tu zapewne zasługa współpracowników), co widać też tym razem. Przepiękne są sceny batalistyczne, w których udział biorą dwie liczne frakcje. Doskonale się wtedy ogląda te dopieszczone kadry. Nie gorzej jest wówczas, gdy obserwujemy kolejne postaci rodem z najgorszych koszmarów. Nie sposób wskazać tutaj jakiegoś słabszego elementu, a choćby taki sam sposób kadrowania (który się zmienia i dopasowuje do akcji) godny jest podziwu.


Trzy najnowsze tomy wywarły na mnie ogromne wrażenie. Otrzymujemy w nich genialne dark fantasy z rzeszą demonów, brutalnych i bezkompromisowych walk, wracamy do starych i niekiedy zapomnianych bohaterów, zwiedzamy nowe krainy i przemierzamy morza, na których pełno jest piratów w końcu mamy cały czas poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym w czymś, co może na zawsze zmienić obraz ludzkości i zamieszkiwanej przez nią planety. Nie sposób zliczyć efektownych pojedynków, nie sposób też się nudzić, gdyż rzeczone trzy tomy wypełnione są akcją, dramaturgią i doprawdy przemyślanym scenariuszem. Napisać, że to jedne z najlepszych odsłon „Berserka” to z jednej strony nieco mało, z drugiej jednak doskonale oddaje to, z czym będziecie mieć do czynienia podczas lektury. „Saga Sokoła Tysiącletniego Imperium” to jeden z najmocniejszych punktów całej serii i powód, by w ogóle po nią sięgnąć. Czekam na rozstrzygnięcie, które nieuchronnie ma zapaść…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz