piątek, 25 marca 2022

(Recenzje) "Sam na sam" vs "Czyż nie jestem najgorszy?"

Już dawno – pisząc żartem - nie miałem okazji obcować z tak dużą dawką erotyki w tak krótkim czasie, jak przez ostatnie dwa dni. Okazja ku temu była jednak zacna, gdyż wydawnictwo Akuma uraczyło nas na przestrzeni krótkiego okresu dwoma swoimi premierami. Nie zostało więc nic innego, jak zająć się hmm lekturą mang. Podczas czytania drugiej z nich przyszedł mi do głowy pomysł, że recenzja będzie wspólna, że obydwa tytuły niejako zestawie ze sobą w jednym tekście. Zapraszam więc do tej nieco nietypowej, ale mam nadzieję interesującej, lektury recenzji dwóch mang z gatunku hentai.



Pomysł przyszedł mi do głowy z uwagi na dość znaczące różnice dzielące obydwie te mangi. Myślę, że dla zastanawiających się nad zakupem jednej z nich będzie to cenna treść, a i sama recenzja powinna być dzięki temu nieco ciekawsza. Co je więc różni i jakie mają punkty wspólne? Przejdźmy do rzeczy.


Na początek zacznę od tytułu, który nie jest – nazwijmy to umownie – niczym nowym w portfolio wydawnictwa, a mianowicie „Sam na sam” autorstwa Napaty. Tak „tego” Napaty, którego „Opętanych miłością” mieliśmy okazję czytać jakiś czas temu. Akuma wraca do twórcy, prezentując kolejny ze zbiorków jego twórczości. „Sam na sam” na początku bardzo mocno nas zachęca, bo choć nie ocenia się książki po okładce, tak akurat obwoluta tego tytułu jest najlepszą z dotychczasowych propozycji wydawnictwa. Niewiasta zamieszczona na niej wygląda obłędnie, a sama okładka ma w sobie jakąś moc przyciągania. Podobnie jak do twórczości Napaty przyciągają jego rysunki, które są klasą samą w sobie. Jak to w hentaiu najważniejsze są kobiety i „momenty” i w tym wypadku jedno i drugie jest dopracowane do perfekcji w założonej konwencji. Projekty dziewczyn są wyjątkowe i bardzo naturalne, gdyż Japończyk nie przegina z anatomią i kształtami, prezentując dziewczyny bliskie naturalności, zamiast ciał, które spotkać niezwykle rzadko, oczywiście poza mokrymi snami niektórych. Tutaj przedstawicielki płci pięknej zasługują na to miano nie tylko urodą, ale i urokiem oraz sporą odmiennością tzn. każdy powinien znaleźć w tym tytule coś dla siebie. Autor zresztą niejako sam podkreśla, że jego dziewczyny są naturalne i mają swoje spore kompleksy np. na punkcie wymiarów biustu. Tym samym pod względem graficznym otrzymujemy tytuł wyborny, że chyba ośmielę się określić go mianem najlepszego z dotychczas wydanych przez Akumę. I jeśli miałbym oceniać ten tytuł tylko pod tym kątem, to zbliżyłby się on do ideału w kategorii hentai. Niestety nawet w tak specyficznym gatunku trzeba też spojrzeć na inne aspekty, a tutaj już niestety nie jest tak kolorowo. Napisać, ze Napata nie napracował się – w przeciwieństwie do rysunków – podczas pisania scenariusz to tak jakby nie napisać nic, gdyż fabuła – nawet w swojej szczątkowej formie - tutaj nie występuje. Ot, każdy kolejny rozdział to od razu przejście do rzeczy bez udawania, że mangę trzeba też przeczytać. Dialogi są mocno infantylne (tak nawet, jak na hentai), a scenariusz…a scenariusza nie ma. Przyznam, że nieco to psuje odbiór i męczy podczas lektury, bo te zdawkowe fabuły dają wytchnienie czytelnikowi pomiędzy kolejnymi stosunkami między postaciami. Tutaj całość zlewa się w jedno i naprawdę może znużyć w pewnym momencie swoją powtarzalnością i schematycznymi rozmowami między bohaterami. Docenić natomiast warto pewną dawkę humoru oraz ciekawe odwołania czy to do kultury graczy komputerowych, czy do „folkloru” (mam na myśli tutaj Sukkuba) lub wspomnianych wcześniej kompleksów bohaterek. Każdy z tych elementów na pewno dodaje mandze zalet, aczkolwiek nie wybroni to tytułu jako fabularnej porażki. Absolutnie jednak nie radzę jej skreślać, gdyż graficznie jest to majstersztyk i właśnie tutaj zyskuje ona całą swoją magię i można śmiało potraktować go jako „album” do oglądania, a że w hentaiu nigdy specjalnie nie chodziło o lekturę to mimo swoich wad, uważam, że jest to tytuł ze wszech miar godny polecania, jeśli komiksy kupujecie „oczami”.


Zupełnie inaczej sytuacja ma się w drugim recenzowanym tytule, a mianowicie „Czyż nie jestem najgorszy?” autorstwa Hisa Ibarame. Tutaj niech na wstępie przemówi fakt, że za mangę odpowiedzialna jest…kobieta. Cóż, jak na ilość pieprzu w tym komiksie, to może być to dość zaskakujące na samym początku. Fakt, że to kobieta stworzyła ten tytuł, przełożył się też bezpośrednio na każdy z jego aspektów. Zarówno graficznie, jak i fabularnie, ale też pod względem erotyki od pierwszej strony widać i czuć w tej mandze kobiecą rękę. Ma to zarówno swoje plusy, jak i minusy, ale nie sposób odmówić faktu, że dzięki temu jest ona czymś zupełnie nowym w grupie mang wydanych przez Akumę. Przede wszystkim tutaj mangaczka – w przeciwieństwie do Napaty – kładzie spory nacisk na fabułę, dzięki czemu otrzymujemy pełnoprawną (jak na porno) historię, a sceny i momenty są w niej wynikiem naturalnego jej rozwoju. To coś zupełnie nowego i odświeżającego. I choć oczywiście nie jest to sztuka przez wielkie „sz”, to jednak należy docenić, że Ibarame starała się w tych trzech epizodach przedstawić jakąś historię. Ta przywodzi na myśl w pewnym momencie shoujo, ale przechodzenie przez bohaterów do rzeczy szybko nas z tego wytrąca. Jednakże jest tu uczucie, jest miłość, są rozterki i kłótnie w związkach jest w końcu jakaś głębsza relacja. Tym samym jest to tytuł, który nie tylko się ogląda, ale i z chęcią czyta, czego zabrakło u Napaty. Zresztą fakt, że autorka postawiła na – skądinąd romantyczną – fabułę, wymusił od niej to, że seksu jest dużo mniej niż w „Sam na sam”, gdyż po prostu zabrakło na niego niekiedy miejsca. To jednak żadna wada, bo i tak jest go dużo, więc nikt nie będzie zawiedziony, a jednocześnie czytelnik zyska chwilę oddechu. Lektura „Czyż nie jestem…” staje się przyjemną i bardzo pieprzną rozrywką, a nie tylko – nomen omen – orgią „momentów”. Należy to docenić i pomimo tej kobiecej otoczki czyta się naprawdę dobrze i finalnie byłem usatysfakcjonowany. Zresztą kobiecy sznyt daje się też odczuć w rysunkach. Postaci są zbliżone do tych widocznych we wspomnianym już wcześniej shoujo, są bardziej delikatne (szczególnie faceci), a i stroje są momentami nieco nietypowe. Pełno jest też różnego rodzaju ozdobników: serduszek, gwiazdek itp. To na pewno nie jest typowe dla gatunku i ma w sobie specyfikę, więc trzeba się na to przestawić. Warto też wspomnieć o jednej rzeczy, a mianowicie autorka inaczej podchodzi do kwestii ukazania seksu, nie pokazując wszystkiego wulgarnie wprost, a zostawiając co nieco wyobraźni czytelnika, przez co tytuł jest nieco grzeczniejszy od standardowego tytułu hentai. Podczas lektury mangi zapewne zrozumiecie o co mi chodzi. Faktem jest, że manga Ibarame jest inna od pozostałych, przykłada wagę na nieco inne aspekty, stając się tym samym „jakaś”.


Pomiędzy „Sam na sam” a „Czyż nie jestem najgorszy?” jest kolosalna przepaść mimo poruszania się w obrębie jednego gatunku. Podczas gdy pierwszy to radość dla oczu z całkowitym pominięciem fabuły, drugi to skłaniający się bardziej w kierunku erotycznego romansu historii, w której fabuła, choć prosta to odgrywa sporą rolę. Jeśli w pierwszej mandze są piękne, pełne erotyki kobiety, tak w drugiej kreska jest dużo bardziej miękka jakby przeznaczona dla Pań. Jak więc widzicie, tym razem Akuma postanowiła zaspokoić bardzo różne gusta, przez co od waszych osobistych preferencji zależy po który (a może po obydwa?) tytuły sięgniecie. Każdy ma ogromne zalety, odróżniające od drugiego z nich. Ja mimo wszystko zachęcać będę do sięgnięcia po obydwa, gdyż pomimo słabizny fabularnej „Sam na sam” jest jednym z najlepiej narysowanych hentaiów, które miałem okazję oglądać i czytać.


Sam na sam

Scenarzysta: Napata
Ilustrator: Napata
Wydawnictwo: Akuma
Format: 140x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13:9788395677069
Data wydania: 2 marzec 2022


Czyż nie jestem najgorszy?

Scenarzysta: Hisa Ibarame
Ilustrator: Hisa Ibarame
Wydawnictwo: Akuma
Format: 140x195 mm
Liczba stron: 192
Oprawa: miękka
ISBN-13:9788395677052
Data wydania: 9 marzec 2022


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz