sobota, 30 grudnia 2017

(Recenzja) Kohta Hirano - Drifters #3 #4

Jeśli szukacie czegoś naprawdę specyficznego to seria „Drifters” będzie dla was świetnym rozwiązaniem. Kohta Hirano serwuje w niej kilka szalonych pomysłów, które na pierwszy rzut oka wydają się absolutnie niemożliwe do połączenia. Pełno w niej różnego rodzaju skrajności co każe myśleć, że „Drifters” to próba połączenia ognia i wody.






No bo jak inaczej można wytłumaczyć połączenie fantasy, średniowiecznej Japonii z... Adolfem Hitlerem?! Przecież to się w głowie nie mieści, a jednak jak powszechnie wiadomo, Japończycy potrafią. Nie zawsze tego typu eksperymenty wychodzą z korzyścią dla czytelnika, pytanie, które należy więc zadać brzmi - jak jest tym razem? Cóż, manga niewątpliwie ma swoje spore plusy, ale nie ustrzegła się również kilku słabszych elementów.

Dwa pierwsze tomy „Drifters” recenzowałem w innym miejscu, a od tego czasu sporo się w wykreowanym przez Hirano świecie wydarzyło, co obserwujemy w dwóch następnych tomach wydanych przez J.P.F. W tej chwili dostępne są cztery części, co oznacza, że w stosunku do Japonii jesteśmy jeden odcinek „do tyłu”, ale należy pamiętać, że jest to tytuł, który w swojej ojczyźnie jeszcze się również nie zakończył.

Trzeci i czwarty tom skupiają się fabularnie na walce tytułowych „driftersów” z armią tajemniczego Pana Ciemności. Walka toczy się wysoką stawkę, którą jest nie tylko przeżycie, ale też dla jednych odzyskanie wolności, a dla innych sięgnięcie po władzę. W tej mocno nietypowej rozgrywce każdy ma coś do ugrania, przez co wszyscy dają z siebie sto, a nawet więcej procent. Tego typu podejście do sprawy, gwarantuje, że czytelnik będzie miał okazję oglądać niezliczoną ilość pojedynków, że będą one bezwzględne i toczone do ostatniej kropli krwi. Serio, jeśli z czegoś tytuł ten można zapamiętać to właśnie z ogromnej dynamiki i jeszcze większej dawki różnego rodzaju walk.



Już na wstępie wspomniałem o tym, że „Drifters” to tytuł o wielu zaletach. W głównej mierze mam tu na myśli sam pomysł na tę historię. Wykreowany świat jest nie tylko szalony, ale też zaskakujący, przez co nie raz i nie dwa czytelnik złapie się za głowę, czytając tę historię. Trzeba oddać bowiem Hirano, że genialnie i z niezwykłą odwagą miesza gatunkami, ale też czerpie z historii świata, jak i jej popkultury. Tolkienowska walka, w której ogromne role odgrywają nienawidzące się rasy elfów i krasnoludów, latające smoki, a za chwilę wspomniany już wcześniej Adolf Hitler, pilot kamikadze ze spranym japońską wojenną propagandą mózgiem. Mało? To jeszcze dodajcie do tego odniesienia do istniejących w czasie II Wojny Światowej niemieckich (tak niemieckich!) obozów zagłady. I to odniesienia, których nie sposób pomylić z niczym innym, bo Japończyk nie sili się na zawoalowane sugestie, waląc jednym z najbardziej przerażających haseł znanych z oświęcimskiej bramy po oczach. Tego typu smaczków jest tu dużo więcej i naprawdę przyjemnie jest je odkrywać. Ponadto jest to też komiks niezwykle dynamiczny, wypełniony po brzegi akcją, która jednak nie jest pozbawiona politycznych gierek i sojuszy, zdrad i zaskakujących zwrotów. To wszystko, w połączeniu z pewną brutalnością głównego bohatera, daje naprawdę niezły efekt komiksu przeznaczanego dla starszego czytelnika.

Niestety efekt ten nieco psuje zaproponowany humor, który de facto „rozmydla” naprawdę poważny klimat całej historii. Wciąż powtarzane żarty o cyckach jednej z bohaterek, czy bardzo często wykorzystywany efekt sd, razi i dosłownie kłuje w oczy. To pewnie w dużej mierze kwestia wieku odbiorcy, ale jeśli tytuł przeznaczony jest dla osób powyżej siedemnastego roku życia, to można przypuszczać, że taki czytelnik nie do końca się w tym odnajdzie. Do całości średnio pasuje też w mojej opinii postać Saint-Germi, która odgrywa niebagatelną rolę, ale odkąd się pojawia, irytuje i nie ratuje sytuacji nawet to, że osoba ta wprowadza dużą dawkę komizmu sytuacyjnego. Zdecydowanie nie dla mnie tego typu humor, którego jest tu w nadmiarze. Szkoda, bo zamiast mangę wzbogacać, to w mojej opinii nieco burzy jej koncept i skupienie czytelnika na toczących się wydarzeniach. A, że można zgrabnie połączyć dowcip z akcją, przekonaliśmy się przecież w japońskim komiksie wielokrotnie. To zdecydowanie mój największy zarzut do tej skądinąd bardzo oryginalnej mangi.



Jeśli jednak przymkniemy oko na ten element, to trzeci i czwarty tom przyniesie nam naprawdę dużo frajdy z lektury. Frajdy tym większej, że z kolei ciężko przyczepić się do rysunków Japończyka. „Drifters” to trochę połączenie „Berserka” z „Full Metal Alchemist” więc spodziewajcie się wielu widowiskowych scen, ogromnej dynamiki przeradzającej się w pewnych momentach w kontrolowany chaos podczas scen walki, ale też szczypty magii i tajemniczych zaklęć, których efekty Hirano świetnie rysuje. Na kadrach dzieje się naprawdę dużo, Hirano potrafi wstrząsnąć (vide sceny z obozu, w którym przetrzymywane są krasnoludy), ale i zachwycić (narysowane statki czy genialne projekty postaci).

Trzeci i czwarty tom na pewno nie rozczarowują, natomiast końcowa ocena zależna będzie od tego, czy przetrawicie zawarty w mandze humor. Jeśli tak, to gwarantuje wam, że będzie to dla was świetna rozrywka bowiem postaci, genialne połączenie różnych światów i zawarta akcja przytrzymają was przy tej historii od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli jednak nieco was zniechęciłem, to na koniec napiszę, że warto dać temu tytułowi szansę z jednego powodu. To, w jaki sposób Hirano połączył postaci z historii, wymieszał je z klimatem fantasy, tworząc spektakularną mieszankę, sprawia, że nawet jeśli wam się nie spodoba to tytuł ten i tak zapadnie wam w pamięci na długo.

Drifters #3, #4

Scenariusz: Kouta Hirano
Rysunek: Kouta Hirano
Wydawnictwo: JPF - Japonica Polonica Fantastica
Oprawa: miękka
Papier: offset
Druk: cz.-b.
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza