poniedziałek, 25 lutego 2019

(Recenzja) Akt #20

Jeśli przy dziewiętnastym numerze Aktu można było mówić, że jego gwiazdą był niemiecki artysta Mawil, tak w przypadku najnowszego – dwudziestego – za taką można uznać Szarlotę Pawel. Grudniowy numer pisma to swoisty hołd oddany tej kultowej w polskim środowisku komiksowym i zmarłej niedawno autorce. Jeśli więc jesteście fanami Jonka, Jonki i Kleksa to kupujcie Akt w ciemno.







Pawel występuje tutaj pod wieloma postaciami. Jest np. bardzo ciekawy i w gruncie rzeczy osobisty i wzruszający tekst wspominkowy ozdobiony ilustracjami naszej bohaterki. Tekst o tyle wartościowy, że zdradza kulisy współpracy, do której miało dojść między wydawcą pisma a samą autorką. Jest też solidna dawka fanowskich komiksów inspirowanych jej twórczością. To kolejny wabik dla tych, którzy w dzieciństwie zaczytywali się w pracach autorki. Jednocześnie to też element, który wzbudził u mnie pewien niesmak… Naprawdę nie mam nic przeciwko komiksom zaangażowanym światopoglądowo i to bez względu na to, którą stronę reprezentują. Uważam jednak, że hołd ku czci zmarłej autorki komiksów dla młodszych czytelników, nie jest miejscem do wylewania żółci i krytykowania jednej ze stron takiego konfliktu. A niestety taki jest komiks, którego twórcą jest Jacek Skrzydlewski. Sam pomysł podróży w czasie jest całkiem w porządku, natomiast można było tę historię w mojej opinii poprowadzić w nieco inną stronę, aby nie mieszać polityki, poglądów na życie czy bardzo modnego ostatnio „plucia” na księży ze zmarłą autorką. W mojej opinii dopuszczenie tego komiksu do akurat takiego numeru pisma to delikatne faux-pas. Ostatnim z elementów związanych z Szarlotą Pawel jest rysunkowy hołd, który mogli oddać jej wszyscy. Jakiś czas temu redakcja Aktu ogłosiła, że zbiera rysunki, które mają być formą pożegnania autorki. Tych do redakcji dotarło całkiem sporo i zostały one wydrukowane w grudniowym numerze. Tylko szkoda trochę, że brakuje podpisów pod poszczególnymi rysunkami. Należało się to nie tylko ich twórcom, ale też czytelnikom.



Dwudziesty numer pisma zdominowany został przez Szarlotę Pawel, natomiast nie jest to oczywiście jedyny element tego numeru. Drugim punktem, który powinien zainteresować czytelników, i który naprawdę dobrze wygląda to lista najlepszych wydanych przez TM-Semic komiksów z Pajęczakiem w roli głównej. Owszem podobnych list jest już kilka, ale autor tak zręcznie uargumentował swój wybór, że czyta się to bardzo dobrze, aż chce się powrócić do wspomnianych zeszytów. Zresztą publicystyki naprawdę nie brakuje więc i czytania jest sporo. W Akcie znajdziecie m.in. relację z Escape Roomu (choć akurat moment na to mocno niefortunny) związanego z superbohaterami. Tekst, po którym zapragniecie zakupić bilet na pociąg i wyruszyć w podróż. Jakby jednak wspominek było mało, to poza Szalotą Pawel redaktorzy Aktu wracają też do ostatniego…MFKiG. Krótki, humorystyczny napisany lekkim piórem tekst, który pozwoli nam jeszcze raz przyjrzeć się temu, co działo się w polskiej stolicy komiksu.

Zadowoleni powinni być również ci z was, którzy zaczytują się w pracach artysty ściśle związanego z Aktem, czyli Krzysztofa Otorowskiego. Już okładka przez niego przygotowana przyciąga wzrok, a w środku znajdziecie też jego komiksy. Obydwa z nich są utrzymane w podobnej stylistyce rysunkowej i w podobnej humorystycznej atmosferze, będąc cennym uzupełnieniem całego numeru. Bardzo ciekawa jest kreska, którą operuje Otorowski. Trochę w starym stylu, naprawdę szczegółowa ze zwróceniem uwagi na drugi plan. Na pewno może się ona podobać, podobnie jak historie, mocno dowcipne i przy tym ciekawe.

Redakcja Aktu kontynuuje też publikację prac niemieckich artystów. Co prawda Burcu Turke nie jest z pewnością tej klasy i tej rozpoznawalności artystką co Mawil, to jednak jej krótki komiks może być formą ciekawostki dla polskiego czytelnika.

Reszta pisma jest wydawniczym standardem, czyli czytelnik znajdzie tam kilka krótszych komiksów, jest też kontynuacja serii znanych z poprzednich numerów. To oczywiście tylko dla tych, którzy regularnie zaglądają do Aktu, aczkolwiek warto też zauważyć, że tym razem nie zdominowały one tak mocno całości, jak poprzednim razem. Dzięki temu dla tych, którzy chcą po raz pierwszy zajrzeć do czasopisma, jest to bardzo dobry moment.



Jeśli więc miałbym użyć jednego słowa do opisania bieżącego numeru Aktu, byłoby to słowo – sentyment. Powrót do komiksów TM-Semic, wspominki Szarloty Pawel czy w końcu powrót do Łodzi spowodowały, że zin ten czytało się doskonale. Jest to akurat numer, który wybornie sprawdzi się jako pierwszy kontakt z Aktem. Jeśli więc myśleliście kiedyś o tym, czy warto, to bieżąca odsłona powinna dać wam konkretną odpowiedź na to pytanie. Poza jedną wpadką, o której wspominałem wcześniej, zdecydowanie polecam.

„Akt” #20

Wydawnictwo: Asocjacja Komiksu w Toruniu
Format: 210x297 mm
Liczba stron: 56
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Data wydania: 12.2018 r.
Cena: 25 zł
Tekst opublikowano pierwotnie na portalu paradoks.net.pl




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz