czwartek, 5 lipca 2018

(Recenzja) Tom Wolfe - Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Któż z nas nie marzył kiedyś - spoglądając w gwiazdy - o tym, żeby samemu polecieć tam wysoko po to, by je dotknąć? Chyba każdy będący dzieckiem chociaż przez moment chciał być kosmonautą i choć niewielu marzenie to udało się ziścić, to jest niewielka grupka osób, którym dane było polecieć w kosmos, a nazwisko takiego Neila Armstronga już na zawsze wpisało się w światową historię. Co prawda różni miłośnicy teorii spiskowych, podważają pewne fakty, to jednak pewnikiem jest, że człowiekowi udało się cel ten zrealizować.





„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” autorstwa Toma Wolfe, amerykańskiego reportera, jest właśnie opowieścią o tej niewielkiej grupce wybranych, o początkach amerykańskiego programu lotów w kosmos, a zarazem historią o pasji, miłości do latania, adrenalinie i współzawodnictwie między bardzo trudnymi osobistościami, jakimi są piloci. Co ciekawe, osoba wspomnianego wcześniej Armstronga - choć chyba najbardziej znanego - zajmuje bardzo niewiele miejsca w tej książce. Amerykański reporter skupił się bowiem na nieco wcześniejszej fazie programów kosmicznych.

Cała obszerna, bo licząca sobie ponad 500 stron, książka zaczyna się mocno nietypowo, gdyż Wolfe nie pisze w niej o astronautach czy o NASA, a o pilotach oblatywaczach i ich rodzinach. W pewnym momencie czytelnik może zacząć się zastanawiać czy oby na pewno jest to lektura traktująca o kosmonautach? Wraz z upływem kolejnych stron, zaczyna się jednak doceniać i rozumieć skąd akurat taki styl pisania tej książki. Jeśli bowiem liczycie na historię o tym, jak powstało NASA, jeśli czekacie na szereg danych i dat to nie jest to właściwy kierunek. Wolfe podszedł do sprawy całkowicie inaczej i tworząc opowieść o zwykłych-niezwykłych ludziach, o lotnikach, którzy dostają szansę lotu w kosmos. Jest to historia o tym, jak w nowej sytuacji się odnajdują i jak w obliczu zagrożeń zachowują się ich rodziny. Brak tu jest nudy, Amerykanin z pełną podziwu pasją opowiada o tym, jacy są lotnicy, jak dużo w nich szaleństwa i chęci bycia wielkimi i podziwianymi. I dopiero wówczas, gdy już dobrze każdego z bohaterów poznamy, dopiero wówczas wplata on ich losy w losy rozwoju lotów kosmicznych. Oczywiście nie mogło zabraknąć tu też polityki. „Zimna wojna”, ZSRR, i amerykańscy politycy. Wszytko, to miało swój ogromny wpływ na ówczesną sytuację, więc i amerykański reporter odnosi się do tych elementów w swojej książce, dzięki czemu czytelnik może przez chwilę poczuć się, jakby w danych wydarzeniach uczestniczył. Wspaniała praca doświadczonego reportera zaowocowała tym, że każdy z zainteresowanych może zajrzeć za kulisy politycznych rozgrywek, ale także wraz z pionierami podboju kosmosu wyruszyć z nimi w pierwsze loty. Niezwykle sugestywne są stworzone przez Wolfe na podstawie relacji lotników opisy tychże. Naprawdę pasjonujące są momenty, w których towarzyszymy im podczas debiutanckich lotów i duża w tym zasługa ciekawego i bardzo przystępnego języka, którym posługuje się autor.

To, co na pewno w tej książce przyciąga to styl, jakim jest napisana. Na ówczesne czasy zupełnie nowatorski niczym wydarzenia, o których traktuje. Wolfe prezentuje czytelnikowi powieść przygodową, opartą na autentycznych wydarzeniach. To książka, która poświęcona jest lotom w kosmos, ale w której loty te i sam program podbicia kosmosu nie jest „najważniejszy”. Uczestniczący w nim ludzie są stawiani na piedestał. Poznajemy ich charaktery, mocne i słabe strony, relację z najbliższymi, ale też genezę tego, jak do programu się dostali i jak w nim zaczynali. Niekiedy przedstawione fakty wydają się błahymi szczegółami, natomiast jako całość tworzą niezwykle interesujący zapis wydarzeń sprzed wielu lat. Dość nietypowe jest też podejście Wolfa do kwestii małżonek naszych pilotów. Nie są one tutaj tylko bezwolnymi obserwatorkami wydarzeń, a kolejnymi ważnymi postaciami. Ich sytuacji poświęca równie dużo miejsca co samym pilotom. Poznajemy ich towarzyszący im każdego dnia strach przed najgorszym, ale też możemy zaobserwować jak stają w chwale, gdy mąż osiągnie sukces. A, że każda z nich jest inna to i książka robi się przez to jeszcze ciekawsza. Wolfe jest przy tym bardzo obiektywny. Recenzowana pozycja to nie tylko pean pochwalny na rzecz opisywanych bohaterów. Znajdziecie tu też trochę goryczki, gdyż i piloci mieli swoje słabości i niekiedy zbytnio wybujałe ego. Zdradza on szczegóły zza kulis, które każą spojrzeć na niektóre sytuacje inaczej, niż było to przedstawiane w propagandowych zapisach ówczesnej prasy. Ba, Wolfe już tyle lat temu zauważa, że polityczna poprawność, nakazująca stawianie czarnoskórych w roli bohaterów (bez względu czy na to zasługują, czy nie) już wówczas odgrywała kolosalną rolę w polityce i codziennym życiu i podejście to Amerykanin w pewien sposób piętnuje. Jak więc widać i polityki, która nigdy nie jest czarno – biała nie udało się uniknąć. To, czego brakuje mi w tej książce to brak ilustracji. Miałem okazję zapoznać się z wersją elektroniczną i nie było tam ani jednego zdjęcia, a szkoda, bo na pewno mogłyby być one zapierające dech w piersiach. A tak dostaliśmy „goły” tekst.

Dzięki Wydawnictwu Agora czytelnicy zyskali możliwość sięgnięcia po niezwykle obrazowy i bardzo sugestywny reportaż, dający im wgląd w pionierskie loty kosmiczne. Napisana bardzo łatwo przyswajalnym językiem z przygodowym zacięciem historia przeznaczona jest nie tylko dla fanów lotów kosmicznych czy nauki o kosmosie a każdemu, kto choć raz pomyślał, że chciałby tam polecieć. Jest to naprawdę intrygujący i z pewnością nowatorski zapis traktujący o najlepszych z najlepszych w amerykańskim lotnictwie. To nie tylko opowieść o lotach w kosmos, ale też o ludziach, którym dane było spełnić swoje marzenia. To historia o pasji, która dzięki newralgicznej sytuacji politycznej była możliwa do zrealizowania.

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

Autor: Tom Wolfe
ISBN:978-83-268-2646-7
Data premiery:2018-06-06
Format:135 x 210 mm
Tłumacz:Jan Kraśko
Oprawa:miękka ze skrzydełkami
Miejsce i rok wydania:Warszawa 2018


1 komentarz:

  1. no bo to świetne tłumaczenie jest :)

    OdpowiedzUsuń