piątek, 25 listopada 2016

(#Recenzja) Yoshihiro Tatsumi - Kobiety

Zaryzykuję stwierdzenie, że Tatsumi Yoshihiro stał się w Kraju nad Wisłą szczególnie rozpoznawalny po tym, gdy Wydawnictwo Komiksowe opublikowało jego autobiograficzną „mangę-cegłę” zatytułowaną „Życie. Powieść graficzna”. Tytuł ten był wyjątkowy i to nie tylko z uwagi na swoją objętość, która nie miała sobie równych (i nadal nie ma) na polskim rynku mangowym. Będąc jednak w zgodzie z prawdą, trzeba zaznaczyć, że to jednak nie Wydawnictwo Komiksowe a Kultura Gniewu jest tym wydawnictwem, które wprowadziło tego pisarza do Polski. Było to już dość dawno temu, bo w roku 2008 (autobiografia ukazała się w roku 2014), lecz absolutnie nie zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z tytułem równie wyjątkowym i ciągle....dostępnym.



Po pierwsze to, że Tatsumi ukazał się na rynku polskim, już samo w sobie jest czymś niezwykłym. Twórca gekiki był artystą odważnym i tego samego wymagać należało również od wydawcy, co łączy się z punktem drugim, a mianowicie podjętą w „Kobietach” tematyką. Kolejnym powodem nadzwyczajności tego tytułu może być to, że wydawnictwo zdecydowanie nie-magowe postanawia pokazać swoim czytelnikom japoński komiks. Pretekstów do chwalenia tej mangi jest zresztą jeszcze więcej, o czym będzie się można dowiedzieć za chwilę.

Urodzony w 1935 roku w Osace Tatsumi powszechnie uznawany jest za twórcę i ojca nie tylko „alternatywnego japońskiego komiksu”, ale również tego, który stworzył w Japonii komiks dla dorosłych czytelników, zdecydowanie różniący się od tego przeznaczonego dla małoletnich miłośników tej formy sztuki. Tatsumiemu nigdy nie brakowało w tym odwagi. Inspirując się twórczością Osamu Tezuki dodał do swoich prac mnóstwo realności, a także śmiałości w prezentowaniu wybranej tematyki oraz środków, za pomocą których je ukazuje. Z tego też powodu w jego komiksach nie brakowało choćby dość solidnej partii erotyki. Do dziś jego mangi mogą czytelnika wręcz zaszokować, czego przykładem są „Kobiety”, a przecież należy mieć na uwadze lata, w których swoje komiksy Japończyk wydawał.



Komiks z Kultury Gniewu jest dość dobrym podsumowaniem wszystkiego tego, o czym pisze się w kontekście Toshihiro Tatsumiego. „Kobiety” to, bowiem zbiór kilku luźnych, niekiedy alegorycznych i niepowiązanych ze sobą fabularnie historii, w których autor podnosi temat płci pięknej i tworzy ich dość różnorodny wizerunek. W jednej z historii jej bohaterką jest bezwzględną femme fatale, która nie ma skrupułów, by za sprawą swojego ciała dochodzić do wyznaczonych sobie celów, w innej z kolei kobieta staje się ofiarą i zabawką w rękach mężczyzny. Tatsumi stara się podejść w każdej z nich do tematu bardzo poważnie, dzięki czemu tworzy dość szeroki i przy tym szczery obraz kobiety w japońskim (ale nie tylko) społeczeństwie. I choć trudno dopuścić do siebie myśl, że niektóre ze scen mogły się wydarzyć w społeczeństwie tak przywiązanym (wówczas) do tradycji i dość proderyjnym jak Japońskie to nie mamy prawa nie wierzyć tak dobremu obserwatorowi codzienności, jakim był Tatsumi. Jak już kilkukrotnie wspomniałem, Japończyk wykazywał się w swojej twórczości ogromną dawką odwagi, czego efekt widzimy w „Kobietach”. Jego historie momentami szokują, a jeszcze częściej zmuszają do refleksji. Handel własnym ciałem dla korzyści materialnych (i to nie dla zaspokajania podstawowych potrzeb, ale dla osiągnięcia luksusu), posuwanie się do innych czynów jednoznacznie nagannych moralnie jak wykorzystywanie ludzkiej tragedii czy bardzo przedmiotowe traktowanie kobiety przez mężczyznę to tylko część poruszonych w mandze zagadnień. Całości obrazu dopełnia spora liczba śmiałych scen erotycznych czy strona tytułowa historii „Mam faceta”, na którym widzimy mężczyznę „chlipiącego” wodę z miski - co przywodzi nam na myśl psa zaspokajającego pragnienie - ukazującego go, jako całkowicie poddanemu wręcz w sposób dewiacyjny kobiecie, która jest jego właścicielką. Obok tego typu scen nie sposób jest przejść obojętnie. Warto też podkreślić, że Tatsumi owszem szokuje, ale nie jest to jedyna zaleta tych historii. One są autentycznie wciągające i prawdziwe, a wykreowani w niej bohaterowie (czy raczej bohaterki) bardzo realni i wywołujący emocje. Te zresztą są bardzo skrajne włącznie z uczuciem swego rodzaju nienawiści, które można skierować w stronę bohaterki, która perfidnie wykorzystuje ludzką tragedię dla swoich potrzeb. A już schodząc tak na bardzo przyziemny, aspekt każda z tych opowieści jest niezwykle wciągająca i świetnie spuentowana, dzięki czemu podczas lektury towarzyszy nam poczucie zaciekawienia i niejednokrotnie zaskoczenia tym, co widzimy przed oczami.



I to wszystko Tatsumi ukazał w latach, kiedy szokowanie nagością, erotyką czy dewiacjami nie było tak popularne i w mediach powszechnie akceptowane jak dziś...

Czytając „Kobiety” należy pamiętać o tym, że manga ta ma już swoje lata nie tylko z uwagi na fakt, że tylko wtedy można docenić śmiałość i przebojowość autora, ale również z uwagi na to, jak bardzo specyficznej kreski, którą Tatsumi operuje można się tu spodziewać. Ta jest bardzo oszczędna w szczegóły, zdecydowanie minimalistyczna, a co za tym idzie nie każdemu musi przypaść do gustu, gdyż najnormalniej w świecie czuć w niej upływ czasu. Wystarczy spojrzeć na ludzkie postacie, które pozbawione są zbędnych szczegółów, ciężko też o nich napisać, że są jakoś szczególnie piękne. Wszystkie kadry są natomiast dokładnie uporządkowane i „ugrzecznione” więc całość ściśle trzyma się wyznaczonych ram. Nawet jednak pomimo tego łatwo zauważalnego minimalizmu Tatsumi potrafi stworzyć swoją kreską klimat i w dość dobry sposób ukazuje, że mamy do czynienia z Japonią. Oczywiście opisując jego styl nie sposób nie porównać go do Tezuki, z którego inspirację bez dwóch zdań czerpał. Kwestia rysunków i tego, czy przypadnie nam ona do gustu, jest więc sprawą absolutnie indywidualną i taką, która zależy od naszego podejścia do dawnego stylu komiksowego rzemiosła. Ja tego typu prace czytać lubię i zdecydowanie doceniam. Baa zdecydowanie przyjemniej jest mi sięgnąć po tego typu komiksy niż te wszystkie komputerowe prace z dzisiejszych lat.



Czy więc „Kobiety” są komiksem dla każdego? Z pewnością nie, choćby z uwagi na ograniczenie wiekowe, które zdecydowanie powinno tu obowiązywać i o czym wspominają wydawcy na okładce. Poza tym, drugim z ograniczeń może być nieco anachroniczny sposób rysowania, który prezentuje Tatsumi. Jeśli jednak stara szkoła rysunku nie odstrasza was, myślę, że śmiało powinniście po ten tytuł zajrzeć. Ukazuje on naprawdę poważne problemy i sprawy, z którymi mimo upływu lat wciąż mamy do czynienia. Szczególnie dziś, gdy tak bardzo słyszalny jest głos feministyczny, warto zainteresować się tym tytułem, choćby ze względu na to, że da nam on swego rodzaju odpowiedź, do czego może prowadzić źle rozumiany feminizm, który jest chyba przez samego autora w delikatny sposób krytykowany tym komiksem. Dla mnie była to bardzo wciągająca lektura, która kilkukrotnie zaszokowała mnie swoją konstrukcją i warstwą scenariuszową. Na pewno nie jest to tytuł, obok którego, można przejść obojętnie, więc choćby z tego powodu bez obaw go polecam.

Na koniec kilka słów o samym wydaniu, które jest odmienne od klasycznych wydawnictw mangowych choćby z uwagi na to, że komiks czyta się po europejsku (to zaleta dla osób omijających mangę z daleka). O jakości wydania dość ciężko się wypowiadać z uwagi na upływ lat, natomiast nawet dziś, gdy wydawnictwa prześcigają się w jak najładniejszej oprawie swoich tytułów „Kobiety” nie przynoszą wstydu i śmiało mogą być ozdobą półek. W ramach ciekawostki można dodać, że Kultura Gniewu podała nawet, na jakim papierze został wydrukowany komiks oraz to, że przygotowany on został na podstawie hiszpańskiej edycji.

Cóż i tylko, szkoda, że Tatsumiego jest na polskim rynku tak mało. Jeśli więc traficie gdzieś na „Kobiety” to nie zastanawiajcie się, tylko kupujcie, bo warto. Ja swój egzemplarz wygrzebałem z „kartonowych okazji” Kultury Gniewu podczas MFKiG z 50% rabatem.

Kobiety

Scenariusz: Yoshihiro Tatsumi
Rysunek: Yoshihiro Tatsumi
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Wydanie I: 5/2008
Liczba stron: 164
Format: B5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Druk: cz.-b.
ISBN-13: 978-83-60915-15-8
Cena z okładki: 34,90 zł



2 komentarze:

  1. lubię ten album, wracam sobie czasem do niego

    OdpowiedzUsuń
  2. No nic...recenzja przeczytana trzeba kupić :)

    OdpowiedzUsuń