poniedziałek, 7 września 2020

(Recenzja) Komiks i My #9 #11


Magazyn komiksowy „Komiks i my” wszedł właśnie w drugą dziesiątkę, co oznacza ni mniej, ni więcej, że od 2016 roku Sławomir Zajączkowski zdołał wydać już dwanaście numerów. Jeszcze to nie ten czas, by jakoś specjalnie wspominać historię, ale gdzieś tam z tyłu głowy siedzi nie tylko to, jakie kontrowersje magazyn od początku wywoływał, ale też jaką drogę przebył. Najlepiej ją obrazują dwie sytuacje z dziewiątego numeru magazynu, który wydany został jeszcze w 2019 roku.



Tak bowiem wyklinane przez lewicującą część środowiska komiksowego pismo publikuje we wstępniaku ogłoszenie o naborze do szwedzkiego magazynu komiksowego, który jest z gruntu feminizujący! Tak, serio, jeśli nie wierzycie, to zajrzyjcie do tego numeru magazynu i przeczytajcie, co napisał tam Zajączkowski. Druga sprawa to dla mnie osobiście najważniejszy punkt w całej historii pisma, czyli publikacja pracy Jacka Michalskiego pt. „Muskulator kontra Dr Lisowski". Dla pochodzącego z Bydgoszczy autora debiut w „KiM”, a dla pisma potwierdzenie jego rozwoju i ewolucji, jaka w nim - z każdym kolejnym odcinkiem - zachodzi. „KiM” nie jest już tylko magazynem, w którym wydawani są autorzy z zamkniętego grona współpracowników, ale do publikacji przyciągani są też weterani sceny z naprawdę szanowanymi i uznanymi nazwiskami (co akurat jest cechą charakterystyczną magazynu od jego początku). Sam komiks Michalskiego to stworzona z myślą o konkursie prowadzonym przez TM-Semic historia w gatunku science fiction, w której autor przedstawia swoje spojrzenie na cyberglinę rodem z RoboCopa. Jak zawsze w wypadku prac Michalskiego tak i tutaj mamy do czynienia z wysokim poziomem scenariusza i świetnymi (wówczas jeszcze tworzonymi ręcznie bez użycia komputera) rysunkami - niezwykle soczystymi i podszytymi delikatną erotyką. Każdy z kadrów obfituje w emocje i szczegóły, rzec można, że bez trudu odnajdziemy w tej pracy rękę Mistrza. Dość niespotykane jak na „KiM” było to, że praca Michalskiego zdominowała cały magazyn. Zadowoleni z lektury mogli być jednak nie tylko tacy jak ja, ale też miłośnicy twórczości duetu Sławomir Zajączkowski/Krzysztof Wyrzykowski. Nasz najlepszy duet w gatunku historycznym pracował już wspólnie nad wieloma projektami, lecz nie wszystkie z nich udało się doprowadzić do końca. I właśnie jeden z takich komiksów mogliśmy prześledzić w dziewiątym numerze pisma. Zajączkowski postanowił bowiem - w ramach ciekawostki - pokazać czytelnikom powstałe fragmenty komiksu „Pola i Towariszczi". Szkoda, że nie udało się wydać całości, bo już ten fragment pokazał, że była to historia, która śmiało mogłaby rywalizować z komiksem frankofońskim. Nie da się więc ukryć, że numer dziewiąty był z pewnością jednym z mocniejszych numerów z tych dotychczas opublikowanych.



Wracając jednak do jedenastej odsłony, to tutaj również wiele się dzieje, że choćby wspomnieć należy o publikacji Piotra Promińskiego (pamiętacie go z pewnością z debiutu „KiM”) zatytułowanej „Ładunek". Publikacja trudna w odbiorze (nieprzypadkowo autor trochę podpowiada, o czym jest jego komiks), ale bardzo satysfakcjonująca graficznie i przede wszystkim wielowymiarowa. Z pewnością będzie miała tylu samo przeciwników co zwolenników, ale jednocześnie też jest to chyba najważniejszy element tej części magazynu. Drugim takowym mocnym punktem jest z pewnością „Księga miecza” Jerzego Ozgi. Tutaj należą się ukłony w stronę wydawcy, że sięgnął po tę publikację, która w 1989 roku ukazała się (choć niekompletna) w „Komiksie Fantastyka". Brawo za przywracanie pamięci o tego typu publikacjach i odkopywanie takich perełek dla młodszych czytelników. Historia jest pełna dynamiki, męskiej rozrywki, fantastyki i sugestywnych rysunków Ozgi. A pamiętać należy, że miał on wówczas zaledwie 19 lat! Dopełnieniem tego komiksu jest interesujący artykuł Pawła Chmielewskiego, w którym dowiecie się o „Księdze” nieco więcej. Aha, jeśli nadal wam mało, to pamiętajcie, że w środku znajdziecie też drugą część „Futuro Darko” Krzysztofa Nowaka z intrygującą fabułą i nietuzinkowym klimatem łączącym w pewien sposób postapo i science fiction. Całości obrazu dopełnia recenzja Przemysława Mazura, w której na warsztat wziął on książkę Sebastiana Chosińskiego zatytułowaną „Czas na relax".



Można zatem stwierdzić, że magazyn się rozwija. Nie jest to już „prawicowa ciekawostka”, a pełnoprawny komiksowy magazyn, w którym publikuje się dobre i bardzo dobre historie, a grono osób w nim wydających zatacza coraz szersze kręgi. Więc jeśli nie odstrasza was trochę obecna cena (29 zł), to śmiało kupujcie i kolekcjonujcie, bo po prostu warto. Różnorodność i wysoki poziom publikowanych komiksów gwarantuje, że nie będzie to pieniądz stracony. A ode mnie już tak prywatnie „KiM” na zawsze będzie w pamięci i będę wdzięczny za możliwość lektury jednego z mniej znanych prac Mistrza Jacka Michalskiego.

Komiks i my nr 9 i 11

Wydanie: I
Druk: kolor, czarno-biały, offset
Oprawa: miękka
Format: 205x275 mm
Stron: 48
Wydawnictwo: Komiks i My


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz