sobota, 3 listopada 2018

(Recenzja) Rafał Szłapa - Bler #7 Nieistnienie

Czyżby Rafał Szłapa już teraz zdradził, co się stanie z serią „Bler”, gdy nastanie kres tytułowego superbohatera z Krakowa? Nieuchronnie moment ten się zbliża, natomiast z dużą odwagą Szłapa wprowadza na scenę nową postać (jego córkę) i można podejrzewać, że przejmie ona pałeczkę po tacie. Jeśli tak by się stało, dostalibyśmy, myślę coś wyjątkowego i podejrzewam w nieco innym klimacie niż „Bler”. Zanim jednak do tego dojdzie, cieszmy się tym, co mamy. A powody do zadowolenia są.





Już staropolską tradycją stało się, że Rafał każdego roku przyjeżdża do Łodzi z nową produkcją, z kolejną odsłoną serii. Tak jest już od kilku dobrych lat, więc i w tym roku nie mogło zabraknąć rodzimego superhero w Atlas Arenie. Wcześniej jednak autor musiał ogarnąć zbiórkę na portalu wspieram.to, dzięki której komiks mógł się ukazać wraz z kilkoma ciekawymi dodatkami dla wspierających. Akcja, jak można było przypuszczać jeszcze przed jej rozpoczęciem, zakończyła się ogromnym sukcesem, ale odbija się czkawką (heh) do dziś, gdyż Rafałowi zostało jeszcze załatwienie rzeczonych gadżetów i wysłanie ich do fanów. Wiedząc, jak duża to jest liczba, już mu współczuję ogromu pracy.




Popularność jednak ma również takie strony, a w żaden sposób nie można się dziwić ludziom, że od tylu lat „Blera” kupują. To naprawdę jedna z tych wyróżniających się na krajowym rynku serii. Komiks, który może zaspokoić także tych najbardziej wybrednych. A przy tym po prostu naprawdę świetna mainstreamowa lektura. W serii tej imponuje mi fakt, że pomimo tego, że była ona początkowo planowana na zaledwie trzy odsłony, Rafał potrafił wyciągnąć z niej dużo więcej, rozpisując scenariusz na kolejne części. Najnowsza odsłona serii potwierdza to, że Szłapa ma pomysł i co ważniejsze potrafi może nie tyle improwizować co dawać swojemu bohaterowi kolejne życia i kolejne przygody. Każdy, kto jest z tym tytułem od początku, wie jak długą drogę, gość z Krakowa przebył, aby znaleźć się w miejscu, w którym jest obecnie. Na początku był wypadek samochodowy, później rozprawy z pospolitymi bandziorami, w międzyczasie przewinął się też wątek zagłady Krakowa, a całości dopełniła kwestia politycznych intryg. W ostatnich odsłonach Bler stracił też swoje supermoce, stając się zwykłym człowiekiem, który musi odnaleźć się w niezwykłych okolicznościach. Aha Bler został również ojcem. Dużo prawda? I weź tu z tego wszystkiego, napisz dobry i trzymający poziom scenariusz. Rafałowi się to jednak udało.

Swoją drogą to biedny trochę ten Bler. Zawsze, wtedy kiedy myśli, że sprawy układają się po jego myśli, musi się coś spieprzyć. Tak jest też w najnowszej odsłonie, w której to tytułowy bohater (wraz z córką) mają nadzieje, że zaczną normalne życie. Szybko okazuje się, że nie jest im to dane, gdyż w skrzynce znajdują pewien list z ostrzeżeniem. Bler i Laurą muszą znów przystąpić do działania, a przeciwników czyhających na ich życie mają przeokrutnych i przepotężnych, sojusznika natomiast znajdą w osobie, po której się tego absolutnie nie spodziewali. I tak oto marzenia bohatera o rodzinnym życiu stają się ruiną, a czytelnik tym samym zyskuje kolejną radość z obcowania z tym tytułem.

W najnowszej odsłonie serii doceniam również to, jak zręcznie autor komponuje elementy, które na pierwszy rzut oka do klimatu komiksu nie pasują. Przeglądając przed lekturą pobieżnie ten zeszyt, dziwiłem się tym wszystkim scenom niczym z horroru czy wszechobecnym dronom, które latały nad głowami. Szczerze mówiąc, myślałem sobie wówczas, że chyba Rafał nieco przekombinował tym razem. Okazać się miało jednak, że nic z tych rzeczy, że wszystko jest naprawdę dobrze zaplanowane i dla danego odcinka serii niezwykle naturalne. To cenna umiejętność dla autora, że potrafi lawirować między różnymi klimatami w swojej historii, a każdy z nich okazuje się tym brakującym kawałkiem układanki. Właśnie tak jest w najnowszym „Blerze”, gdzie jest bardzo dużo akcji, a także sporo jej zwrotów, które naprawdę mogą zaskoczyć czytelnika. Nie brakuje również efektownych scen. Szłapa bardzo zręcznie też odnosi się do wydarzeń z poprzednich tomów, przez co mamy poczucie obcowania z większą całością. Tutaj trzeba od razu zwrócić uwagę na jeden fakt. Autor komiksu stara się odnajdywać w realiach upływającego czasu, tzn. lata w uniwersum płyną i widać to np. po jego córce, która z odcinka na odcinek dorasta, zmienia się też fizycznie. Podobnie ma się sprawa z innym bohaterem, którego mieliśmy okazję poznać już wcześniej. Łyżka dziegciu natomiast za to, że autorowi brakuje nieco konsekwencji, gdyż sam Bler, pomimo że nie ma przecież żadnych supermocy wygląda cały czas tak samo. Myślę, że przydałby się delikatny lifting (aczkolwiek jako szary Kowalski prezentuje się on całkowicie odmiennie niż w trykocie z wielkim „B” na klatce piersiowej), aby pokazać, że i on się trochę zestarzał.



Najnowszy „Bler” to komiks łączący w sobie kilka gatunków. Rasowy komiks akcji, sporo superhero w amerykańskim stylu (chyba najwięcej z dotychczasowych odsłon serii), polityczne i korporacyjne intrygi, a w końcu dawka dramatu wynikająca z trudnych relacji między Blerem i jego córką. Tak, Rafał nie zapomina również o tym, aby ukazać relacje łączące te dwie postaci, pokazując tym samym ogromną głębię bohaterów, które nie są tylko superfantastycznymi wydmuszkami, a ludźmi z krwi i kości. Komiks sporo na tym zyskuje, podobnie zresztą jak na tych momentach, w których Szłapa zdradza pewne fakty z życia Blera, które do tej pory były raczej okryte tajemnicą. Wśród fanów tego bohatera może pojawić się szok i niedowierzanie. Całość jest bardzo spójna, jedna scena wynika z drugiej, nie ma tu większych nieścisłości fabularnych czy poczucia, że gdzieś czegoś brakuje. Nie ma też tego, co znaleźć można było w poprzednim zeszycie, gdzie finał akcji był nieco za szybki, jakby autorowi zabrakło cierpliwości. Tutaj jest wolniej i spokojniej, ale dzięki temu dużo bardziej logicznie.

O warstwie graficznej ciężko się szczególnie rozpisywać, bo Rafał na przestrzeni lat przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swoich prac (poziomu, który zaprowadził go do łódzkiej galerii sztuki i na plakat festiwalowy), który utrzymał również w nowych zeszycie. Świetne są rysowane przez niego panoramy i kadry, na których obserwować możemy naturę. Łatwo zauważyć, też pewne zwolnienie akcji na rzecz kadrów nieco statecznych co przyniosło pożądany i dobry efekt końcowy. Świetnie wygląda też bardzo pomysłowa okładka zeszytu. Najkrócej rzecz oceniając - to Rafał Szłapa w swoim najlepszym wydaniu.



Siódmy już „Bler” może czytelnika zachwycić. Warto więc docenić, że Rafałowi udaje się utrzymać przez tyle lat tak wysoki poziom swojej serii. Do końca zostały już tylko dwa zeszyty i z jednej strony jestem spokojny, że wypadną one równie dobrze co poprzednie, natomiast z drugiej ciężko mi sobie wyobrazić rok bez komiksu Rafała.

Przy okazji jeszcze raz zachęcam do obejrzenia zdjęć z wernisażu łódzkiej wystawy Rafała Szłapy, które dostępne są TUTAJ.

Bler #7 Nieistnienie

Autor: Rafał Szłapa
Wydawnictwo: Blik Studio
9/2018
Liczba stron: 56
Format: 210x300 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN-13: 9788395210600
Wydanie: I
Cena z okładki: 38 zł


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz