środa, 2 września 2015

(Recenzja) Kentarou Miura - Berserk #5

Jak powszechnie wiadomo czas leci bardzo szybko, a przy tym nieubłaganie. Nie tak dawno nie mogłem doczekać się premiery pierwszego tomu jednej z kultowych i najbardziej rozpoznawalnych mang zatytułowanej "Berserk", a tymczasem dziś jesteśmy już po premierze piątego tomu.








Ci, którzy na Półkę zaglądają regularnie, z pewnością zauważyli, że tytuł ten przypadł mi od samego początku do gustu, aczkolwiek miał też swoje drobne potknięcia widoczne szczególnie na samym początku. Pierwsze tomy "Berserka" to była zwykła jatka. Niezwykle (aż do przesady?) brutalna, ale też przy tym widowiskowa. Miura nie dał czytelnikom czasu aby wprowadzić się w wykreowany świat spokojnie i z cierpliwością, a uderzył – przepraszam za kolokwializm – z grubej rury. Krew lała się litrami, tu i ówdzie latały różnego rodzaju części ciała, ale niewiele więcej z tego wynikało. Od trzeciego tomu sytuacja zaczęła się powoli zmieniać, gdyż w miejsce pojedynków pierwsze skrzypce zaczęła odgrywać fabuła. Zaczęliśmy poznawać historię głównego bohatera dzięki czemu pewne jego zachowania stały się w pewnym sensie zrozumiałe. "Berserk" nie byłby jednak "Berserkiem", gdyby i tu nie pojawiły się momenty naprawdę mocne czy wręcz szokujące. Wydarzenia z dzieciństwa Gutsa na zawsze już zostaną w pamięci czytelnika. Autor nie miał żadnych zahamowań, dzięki czemu (w mojej opinii) stworzył scenę, która na zawsze wpisze się w historię mangi.



Dziś, gdy jestem po lekturze części piątej mogę stwierdzić, że akcja w końcu trochę zwolniła. W tej odsłonie śledzimy dwie ostatnie części mini serii "Złoty Wiek", a także zaczynamy kolejną, zatytułowaną "Pan własnego miecza". W międzyczasie, dodatkowo jeszcze poznajemy kolejnego antagonistę naszego bohatera, diabelskiego Nosferatu Zodda, z którym przyjdzie mierzyć się naszemu szermierzowi. To zresztą jest najmocniejszy element tej części "Berserka". Zodd jest doprawdy przeciwnikiem groźnym i Guts jest bliski śmierci. Dość powiedzieć, że gdyby nie pomoc z zewnątrz, prawdopodobnie zakończyłby swój żywot na tym łez padole. Wspomniane rozdziały to również części, które śmiało mogłyby być ozdobą wszelkiego rodzaju komiksów spod znaku gore. Czytelnicy o słabszych nerwach (powyżej 18 lat!) mogą mieć trudności z przebrnięciem przez nie...



Poza tym fragmentem, jak już wspomniałem jest nieco spokojniej. Obserwujemy zawiązujące się przyjaźni (ale i wrogość) pomiędzy poszczególnymi członkami bandy, wkrada się trochę polityki. Jest tez dużo klimatu średniowiecza co sprawia, że tytuł ten zaczyna przypominać fantasy. Sporo jest też walk prowadzonych przez armie, dowodzone przez m.in. przez Griffitha. Zresztą ten osobnik, dla mnie jest obecnie najbardziej irytująca postacią w tej mandze. Nie zapowiada się też, aby coś się miało w tym temacie zmienić, gdyż Miura wyraźnie miał na niego taki pomysł, aby była to postać choć z charakterem, to przy tym nieco kobieca z wyraźnymi zapędami...hmmm...homoseksualnymi. Więcej iskrzy pomiędzy nim a Gutsem niż jedyną kobieta w Drużynie Sokoła, czyli Caską. Co prawda jest ona mało kobieca (a patrząc na okładkę tego tomu to wręcz Griffith przypomina kobietę wiele bardziej), ale cóż, zawsze to płeć piękna, W tak nabuzowanym testosteronem tytule tego typu wstawki burzą nieco klimat i zwyczajnie irytują.

Swoją drogą to wątek coraz mocniejszej więzi łączącej obydwu bohaterów przysparza tez nieco problemów przy rysunkach. Miura musi się, bowiem nieźle nagimnastykować, aby ukazać Griffitha nagiego, a jednocześnie oszczędzić czytelnikom oglądania jego pełnej anatomii. Dla przykładu, spójrzcie na scenę, w której polewają się oni wodą.



Poza tym pozostaje w nieustającym szoku jak udane i efektowne są rysunki Miury, na których widać "sceny grupowe". Są one niezwykle szczegółowe i na tyle hipnotyzujące, że każdą z takich plansz oglądamy przez dłuższy czas, zanim zdecydujemy się przejść do następnej. To są prawdziwe perełki tej mangi. Oczywiście nie zawsze jest tak słodko, gdyż jak już wspomniałem przy okazji recenzji jednej z poprzednich części, miecz Gutsa jest zdecydowanie za duży, baa mam wrażenie, że jest on o wiele większy niż sam bohater co jest nieco komiczne, ale czas się do tego przyzwyczaić. Nową rzeczą, na którą natomiast zwróciłem uwagę jest fakt, że momentami poszczególne rysunki są nieczytelne przez umieszczone na nich onomatopeje. Rozmiar wyrazów dźwiękonaśladowczych jest doprawdy ogromny i w moim mniemaniu można byłoby się pokusić o nieco skromniejsze ich rysowanie.

Cóż, piąta część za nami. Czekamy na dalsze losy bohaterów, poznanie nowych, ale i powrót do tych epizodów, które pojawiły się w początkowych częściach. Przed nami jeszcze wiele godzin z "Berserkiem". Jak zwykle zachęcam do zajrzenia do tego komiksu, jednocześnie zastanawiam się co będę pisał przy okazji recenzji tomu np. 30 (heh). Tymczasem jednak zapraszam do lektury piątki.

                                                                                                                      @jaroslaw_d

Berserk #5

Scenariusz: Kentaro Miura
Rysunek: Kentaro Miura
Wydawnictwo: JPF - Japonica Polonica Fantastica
Wydanie I: 8/2015
Oprawa: miękka
Papier: offset
Druk: cz.-b.
Cena z okładki: 25,20 zł


3 komentarze:

  1. Ultramęskie samce pragnące Berserka wychodzą z szafy XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, o co chodzi? :)

      Usuń
    2. Też nie rozumiem. Możesz rozwinąć?

      Usuń